- zgadujemy z CzuCzu. Już na opakowaniu wydawca zaznacza, że "CzuCzu zabawy edukacyjne uczą logicznego myślenia, rozwijają kreatywność,..." Pytam więc Brzdąców, pokazując Im obrazek:
- "OGON!" - odpowiadają chórem:)
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)
piątek, 13 lipca 2012
środa, 11 lipca 2012
Z widokiem na Czechy
Dokładnie rok temu zamieszkaliśmy w Kuala Lumpur. Wczoraj osiedliliśmy się w Cieszynie. Aż nie chcę myśleć, gdzie będziemy za rok o tej porze;) Tymczasem Brzdące świetnie adaptują się do zmian, których w Ich 2-letnim życiu było już całkiem sporo! Wciąż pamiętają swój "domek w Malezji", o którym mówią "dom plane aaa", mieszkanie w Krakowie, a obecnie przechodzą fascynację "nowym duzim domem i ogródka"! Ech, gdyby tak móc częściej spoglądać na świat oczami dziecka...życie byłoby o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze!
czwartek, 5 lipca 2012
Z wirtuala do reala
...już chwilę temu spotkaliśmy się na Mańkowej działeczce, w miłym towarzystwie Gospodarzy i rodzinki z Mrowiska. Dziękujemy, pozdrawiamy i do następnego:)
wtorek, 22 maja 2012
Weselnicy
W ostatnią sobotę Brzdące szalały na weselu Cioci! Po raz pierwszy w swym życiu! Co prawda zaproszeni byli już raz na ślub i wesele, ale z racji swojego wieku (mieli niespełna 2 miesiące), nie dane Im było uczestniczyć w uroczystości. Tym razem Juniory bawiły na weselu do 21h, kiedy to rodzice ewakuowali Ich, w szampańskich nastrojach, do domu, zostawiając pod opieką Babci. Wesele z Brzdącami było super, ale po Ich zsyłce - jeszcze lepsze;)
| Pasja Brzdąców (auta) widoczna nawet na weselu! |
czwartek, 17 maja 2012
Mała wyprawa do ZOO
Razem z Ciocią wybraliśmy się do krakowskiego ZOO, gdzie - wiem, wstyd się tak chwalić, ale nie mogę się powstrzymać! - Brzdące zachowywały się genialnie! Wiktor już nie bał się tych zwierząt, które były większe od Niego (czyli prawie wszystkich:)), nie płakał, nie marudzili, co więcej - prawie 4 godziny grasowali po ZOO na własnych nóżkach! I wszystko Ich interesowało! Najpierw nie mogli wzroków swych oderwać od ptaków "ćwir ćwir" (bo te zaraz przy wejściu się znajdują), potem były wilki "auuu", wielbłądy "mmm"(?!), a przy nich...małe gąsienice, które Brzdące wypatrzyły na chodniku...i od razu te gąsieniczki i kamienie leżące przy drodze stały się bardziej interesujące niż wielbłądy! Pisałam już, że nową pasją stało się zbieranie kamieni?!-tak więc Brzdące zbierały, zbierały i zbierały, ale że mieliśmy czas i piękną pogodę, zbierać spokojnie mogły. Prawdziwą furorę zrobiło krakowskie Mini ZOO, w którym spędziliśmy najwięcej czasu - polecam wszystkim z małymi dziećmi:) Bezpieczne miejsce, w którym można pospacerować, pobiegać i obcować z małymi zwierzątkami (ulubionymi przez Brzdąców żółwiami, świnkami morskimi), z oswojonymi osiołkami, konikami i wieloma innymi...Przyznaję, trochę Ich w Mini ZOO poniosło - na widok kur zaczęli wołać: "Am am, koko!" (czyżby chcieli je pożreć żywcem;)?) i biegać za kurami, ale te spokojnie to przyjęły. W międzyczasie Brzdące bawiły się na "kulkach", omijając szerokim łukiem plac zabaw, który okupowała grupa przedszkolaków. Później Juniory pierwszy raz na żywo zobaczyły kozy "beee" (do tej pory pojawiały się one tylko w książeczkach). Mówię więc: Patrzcie, koza! To jest koza! Antoś, lekko zdziwiony, natychmiast włożył paluszek do noska i odpowiedział: "To jeee (czyt.:jest) mała koza, to jeee duzia koza" (wskazując na kozę z ZOO) :) Drugi Brzdąc, także lekko zdziwiony, rzucił kozie, która nam się przez cały czas przyglądała, swój kapelusz z Langkawi (dobrze, że nie wrzucił go do klatki tygrysa, który też później na nas spoglądał podczas swej kąpieli)! Uratowanie czapki wymagało interwencji miłego pana - pracownika ZOO, który w odpowiedzi na moje przeprosiny, powiedział: "Nic się nie stało, niech się dzieci bawią!" Dzieci były też obecne przy karmieniu małp ("monkey, a-a") i słoni "mmm"(?!).
I to był bardzo dobry dzień :)
I to był bardzo dobry dzień :)
piątek, 11 maja 2012
Hej na krakowskim rynku
...spotkaliśmy ostatnio grupę młodych ludzi (tak młodych, jak my;)) z Tajwanu! Od razu zachwycił Ich widok goniących za gołębiami Brzdąców (które zawiedzione były, że ptaszki "ćwir ćwir" Ich pysznego chleba chętnie jeść nie chcą;)) i - niczym w Malezji - poprosili nas o zrobienie sobie z Nimi zdjęcia! Zabawne i miłe, że nawet w domu Azjaci chcą fotografować się z Juniorami :)
wtorek, 8 maja 2012
Majówka, czyli w 9 dni dookoła bliskich
Tadam!!! Postanowiłam kontynuować pisanie bloga - dla Brzdąców, dla potomnych i...pewnej stałej czytelniczej Kurzej rodzinki z Singapuru;) Póki co na nowo osiedliliśmy się w Polsce, choć już wkrótce Kraków przestanie być miejscem naszego stałego zamieszkania...Ale o tym innym razem. Po staremu tęskni nam się jeszcze za Malezją i azjatyckim życiem, któremu słońce, niemal nieustannie, przyświecało przez 9 miesięcy. Tymczasem zamierzam pisać o naszych podróżach małych i dużych, które - mamy nadzieję - nadal będą ważną częścią naszego życia!
Na dobry początek majówka, czyli w 9 dni dookoła bliskich...mieliśmy lekkie zaległości rodzinne, które nadrabialiśmy w ten słoneczny czas! Brzdące cieszyły się z nowych fotelików samochodowych, a my z komfortu jazdy z Nimi po pustych, majówkowych drogach województwa małopolskiego, świętokrzyskiego i podkarpackiego. Ponad 1000 przejechanych kilometrów, 1000 uśmiechów i...prawie 1000 uzbieranych tudzież zatopionych w rzece kamieni (zbieractwo - nową Brzdącową pasją!).
Na dobry początek majówka, czyli w 9 dni dookoła bliskich...mieliśmy lekkie zaległości rodzinne, które nadrabialiśmy w ten słoneczny czas! Brzdące cieszyły się z nowych fotelików samochodowych, a my z komfortu jazdy z Nimi po pustych, majówkowych drogach województwa małopolskiego, świętokrzyskiego i podkarpackiego. Ponad 1000 przejechanych kilometrów, 1000 uśmiechów i...prawie 1000 uzbieranych tudzież zatopionych w rzece kamieni (zbieractwo - nową Brzdącową pasją!).
Subskrybuj:
Posty (Atom)

