Po 9 miesiącach spędzonych w tropikalnej Malezji, wróciliśmy do kraju. Kontrakt Taty, który mógł zostać przedłużony, z przyczyn osobistych, nie został. A właściwie z mojej przyczyny - od września chcę wrócić do pracy, co w Kuala Lumpur nie byłoby takie łatwe i oczywiste. Zresztą, wizja pracy zawodowej i życie w mieście pełnym korków od świtu do nocy, mnie lekko przeraża. Oznaczałaby, że Brzdące muszą spędzać całe dnie w placówce, że spędzalibyśmy razem czas tylko wieczorami. I w weekendy. To właśnie te malezyjskie weekendy pozostaną nam w pamięci najdłużej. Przemierzyliśmy Malezję wzdłuż i (prawie) wszerz, poznaliśmy po drodze mnóstwo przyjaznych osób i tylko kilku naciągaczy, którzy próbowali nas oszukać chyba tylko dlatego, że nasz kolor skóry różni się od skóry Malezyjczyków. Z pewnością dalibyśmy tam radę pogodzić naszą pracę zawodową z edukacją Juniorów i po prostu żyć, ale że od początku nie wiązaliśmy z Azją dalekosiężnych planów, lepiej było w tym momencie wrócić. Oczywiście, bardzo chętnie zostalibyśmy w Kuala Lumpur ciut dłużej...ale nie dwa lata ani nawet rok, jak zapowiadał kontrakt. Pracy zawodowej, pracy zarobkowej mi trzeba!!! Przylecieliśmy do Polski na dzień przed 2 urodzinami Brzdąców, a do Malezji i krajów regionu Azji Południowo-Wschodniej z pewnością kiedyś wrócimy! Już tęsknimy za naszymi przyjaciółmi, którzy żyją pod malezyjskim niebem, ale w niedalekiej przyszłości również planują przenieść się do Ameryki, Australii czy nawet Europy! Mamy nadzieję, że jeszcze się z Nimi nie raz spotkamy!
 |
| Antoni, ostatnie chwile w żłobku:( kilka godzin przed wylotem |
 |
| Ze świetnymi opiekunkami i panią dyrektor placówki |
|
Tymczasem po spakowaniu całego naszego starego i nowego (tego zakupionego w Malezji za grosze, a właściwie drobne ringgity) dobytku okazało się, że waga naszych bagaży przekracza tą dozwoloną. Jako, że nie mieliśmy wagi, dopiero na lotnisku okazało się, że zamiast przepisowych 60kg mamy 79kg! Za 19kg nadbagażu musielibyśmy zapłacić aż 3500zł! Oczywiście, od razu stwierdziliśmy, że dziękujemy, rozpakujemy jedną z walizek i zostawimy część rzeczy (zresztą, pod tym kątem właśnie przygotowaliśmy jeden bagaż - żeby w razie czego wyjąć z niego to, z czym możemy się rozstać i to, co najcięższe). Miły pan zapytał jednak:
Kto pakował bagaże? - Żona? Tak, pewnie żona - sam sobie odpowiedział -
i na pewno wszystko jest niezbędne i wszystko musicie ze sobą zabrać, tak? W takim razie, I`ll do my best! A wszystko mówił z szerokim, rozbrajającym uśmiechem, po drodze nazywając Wiktorka "old sister". Liczył koszt naszego nadbagażu, wyliczał, odliczał, wziął "Wiktorię" na ręce, po czym oznaczył nasze bagaże jako "priorytet" i powiedział, że polecą za darmo! To się nazywa mieć szczęście!!! Szczęście w nieszczęściu, bo jak Tata zobaczył w Krakowie, co znajdowało się w torbie, z letnimi ubrankami i sandałkami na czele, które w lecie z pewnością będą już na Brzdące za małe, o mało mnie nie zamordował;) Ale cóż...żal przecież było zostawić te wszystkie rzeczy, mam nadzieję, że komuś tutaj się przydadzą! W Malezji oddaliśmy w dobre ręce wózki, łóżeczka, krzesełka do karmienia...poza tym z 15kg innych rzeczy, ale ubranek nawet nie proponowaliśmy...nasi hinduscy znajomi z reguły tak stroją swoje pociechy, jak w Polsce małe dzieci ubierane są od święta, więc nie wychylaliśmy się z naszą super europejską garderobą;) A wracając do lotu, który tym razem był dla mnie wyjątkowo stresujący. biorąc pod uwagę ilość turbulencji...Po szczęśliwym wylądowaniu, w Paryżu kontrolą paszportową zajmowało się dwóch czarnych panów, którzy widząc, że jesteśmy Polakami, po "Bonjour" natychmiast dodali:
Dzień dobry. Dziękuję. Dobrze?! Do widzenia! Proszę, jaki miły akcent:) Po kolejnych pięciu godzinach spędzonych na Charles de Gaulle, po Brzdącowych zabawach bez końca, znaleźliśmy się na pokładzie LOTu, gdzie całą podróż Juniory słodko przespały! Prawdziwy cud: zasnęły jeszcze przed startem, obudziły się już po wylądowaniu...takich szczęśliwych lotów sobie i wszystkim życzymy!!!
 |
| Na lotnisku w KL |
 |
| Na lotnisku w Paryżu |
 |
| Korzystając z gościnności Gustava ;) |
 |
| Jak Juniory z malezyjskiej dżungli do Paryża przyleciały ;) |