O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

niedziela, 5 maja 2013

Majówkowo!

Majówkę naszą podzielono na dwie części - pierwszą część spędziliśmy w Budapeszcie (po raz trzeci zresztą, ale pierwszy z Juniorami), drugą, w Krakowie. Dziś, podczas powrotu, usłyszałam w samochodzie takie słowa:
- Mamusiu, chciałem coś powiedzieć! Ja kocham Cieszyn! - oznajmił nagle Brzdąc Wiktorkowy.
- Ja tesz kocham Cieszyn! - dodał Antosiowy.
- A ja kocham Kraków - powiedziałam.
- Cooo?! - krzyknął Wiktorkowy. I od razu dodał: Wiesz, mój Duduś (przytulanka) też kocha Kjaków! :)

Tymczasem Budapeszt przywitał nas pięknym słońcem, wspaniałą atmosferą wakacji i dziecięcej beztroski! To, co kocham najbardziej, to czas spędzony z Juniorami w podróży...są bardzo dzielni i strasznie ciekawi świata, nowych miejsc, nowych ludzi...Tym razem patrzyliśmy na Budapeszt Ich oczyma, zastanawialiśmy się, co najbardziej może Ich zainteresować, jakie miejsca szczególnie mogą Ich ucieszyć...Dlatego niespiesznie, choć ambitnie, zwiedzaliśmy miasto, a pewne słoneczne przedpołudnie całe spędziliśmy w jednym z dziesiątek parków, na placu zabaw! Budapeszt piękny jest, ale tym razem odkryliśmy jego nowe oblicze - zielone, pełne parków, skwerków z pomnikami i placów zabaw!
Ze wzruszeniem zauważyliśmy też, że Juniory cieszą się na Węgrzech nie mniejszym zainteresowaniem Azjatów, niż w Malezji;) Jak wiadomo, Azjaci są wszędzie, ale tym razem prawdziwie okupowali Budapeszt!
A jego mieszkańcy niemal na każdym kroku okazywali nam sympatię. Pewnego razu nawet, będąc w restauracji, Wiktorek dostał płytę AC/DC...miał na sobie koszulkę tegoż zespołu na kolacji i chyba wpadł pani kelnerce w oko, bo podarowała Mu płytę:)






Trzy dni spędzone w Krakowie to czas spotkań z bliskimi, które bardzo sobie cenimy i...chcemy ich częściej! I naprawdę nieważne, że dopiero w niedzielę zaświeciło słońce:)