W słoneczne, sobotnie popołudnie wybraliśmy się do Lake Gardens, naszego ulubionego miejsca - spacerownika na mapie Kuala Lumpur. Tym razem jednak chcieliśmy zobaczyć jeszcze Bird lub Butterfly Park, dlatego też, aby nie taszczyć kawałka drogi Brzdąców w wózkach, wsiedliśmy w autko...I miało być tak pięknie...Po 1,5h jazdy w masakrycznych, jak na sobotę, korkach i gubieniu się na drodze, która to kompletnie nie oznakowana, nie dawała nam szans na szczęśliwe dotarcie do celu. Użyliśmy więc chińskiego gps kolegi Taty, który to od razu zastrzegł, że chińskiemu wynalazkowi nie ma co wierzyć;) Zgodnie z oczekiwaniami, gps zawiódł. Kiedy w końcu udało nam się dotrzeć do Lake Gardens i już, już widzieliśmy park i plac zabaw z lotu ptaka, okazało się, że nie możemy tam zaparkować. Tata zapytał więc pana strażnika, gdzie możemy zostawić samochód, chcemy iść do Lake Gardens, do Bird Park! Pan z wyraźnie zaskoczoną miną, stwierdził, że jak do Lake Gardens, to on nie wie...Zresztą, pierwszym razem, kiedy wybraliśmy się tutaj, metrem, wysiedliśmy ładnie na stacji KL Sentral, wyszliśmy z dworca i zapytaliśmy pana strażnika, jak możemy dojść do Lake Gardens i...też nie wiedział, chociaż byliśmy 5 min drogi od parku! Zaskakujące dla nas jest to, że termin "Lake Gardens" widnieje w przewodnikach, w wikipedii, a tubylcy go nie używają (ci dwaj strażnicy nie są odosobnieni). Na głównej drodze, tuż przy zjeździe do parku był znak na Taman Tasik Perdana, gdzie zresztą skręciliśmy, aby przejechać się wąską dróżką z widokiem na park...Udaliśmy się w dalszą drogę. W końcu zatrzymaliśmy się pod Muzeum Narodowym, Tata zapytał kolejnego pana strażnika, czy mówi po angielsku: Yeah - odpowiedział pan, po czym na migi próbował nam wytłumaczyć, jak możemy dotrzeć do celu. Tym razem Tata nie pytał o Lake Gardens, ale o Bird Park, uznając, że pan na pewno nas zrozumie! Spróbowaliśmy pojechać trasą zaproponowaną przez niego, ale po kilku minutach znaleźliśmy się w tym samym miejscu...Na szczęście pod Muzeum spotkaliśmy pana taksówkarza, który za nie-symboliczną kwotę 10RM zaproponował, że pokaże nam drogę - będziemy za nim podążać. Uff...Ale że pan taksówkarz jechał jak szalony, dostał tylko 8RM, a my znaleźliśmy się pod Bird Park, zmęczeni drogą, ale i zadowoleni z widoku małpek, które szalały przy drodze, skakały po drzewach, a jedne nawet, zupełnie jak Brzdące, biły się o butelkę ;) Oczywiście, podniecone widokiem małpek Juniory od razu zaczęły wołać chórem: "Aaa-aaa" i gestykulując, bo przecież tak robią małpki ;) Okazało się, że wstęp do Bird Park kosztuje 50RM/os., co wydało nam się stanowczo za dużo jak na spacer wśród ptactwa, w związku z czym postanowiliśmy jeszcze zgłębić wiedzę na jego temat i szczegółowych atrakcji parku, udając się tymczasem do Butterfly Park. Niestety, było już za późno, aby wejść i musieliśmy obejść się smakiem motylków...
W końcu, po tak długiej i dziwnej małej podróży, udaliśmy się na upragniony przez Juniory plac zabaw i aktywny wypoczynek (czytaj: bieganie za szalejącymi jak pijane zające Brzdącami)!
Ps. Wczoraj dowiedzieliśmy się od znajomej pary Hindusów, którzy byli ze swoją córeczką w Bird Park, że bilety dla nas nie są w cenie 48RM (jak dla turystów), ale 20RM (jak dla Malezyjczyków), wystarczy tylko okazać dokument, że Tata pracuje w tym pięknym kraju. A przynajmniej Oni tak z powodzeniem zrobili! W takim razie, za 20RM ptactwo będzie nasze:)
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)