O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

wtorek, 6 września 2011

Gryzonie małe dwa!

Dzisiejszy dzień rozpoczął się wyciem dwóch Brzdąców (z których jeden jest przeziębiony, a drugi już zdrów) do wschodzącego słońca, ale...potem, tj. po południowej drzemce było już tylko lepiej!

Zanim jednak zasnęli, obaj, w tym samym czasie, co się ostatnio rzadko zdarza, Wiktor zaliczył upadek z łóżeczka. A było to tak: zostawiłam Gadzinę samą na minutkę, nasłuchując Ich cały czas...Słyszę, jak niczym owce becą i becą...Pomyślałam, pewnie robią: "beee", bo a) jeden otwiera szuflady, a drugi Mu nie pozwala (wiedzą, że nie wolno), b) próbują dostać się do kosza na śmieci (wiedzą, że tam jest brudno i w ogóle "beee" i że Im nie wolno), c) któryś zrobił coś brzydkiego do pieluszki i ambitnie to sygnalizuje. Wchodząc do salonu zobaczyłam, jak Brzdące siedzą w kupce śmieci, bawią się rurkami od soczków, wołając - oczywiście - "beee". Masakra! W podskokach i z wielkim bekiem na ustach szli więc do łóżeczek, wyciszać się...na szczęście, zdążyłam umieścić pod łóżeczkami materac, bo Wiktor protestując przeciw uziemieniu Go w łóżeczku, tak się na nie wspiął, że wyskoczył i...zaliczył miękkie lądowanie! Ale się zdziwił:)

Spieszę z nowiną, iż zostało dziś wypowiedziane ze zrozumieniem słowo: "kaka" (na określenie, hmm, kupy)! I to przez dwóch Juniorów! Mała rzecz, a cieszy:)

Z mniej zadowalających rzeczy, zaczęli dziś gryźć Mamę - celowo i z premedytacją oraz tym rozkosznym uśmiechem na ustach...aż strach pomyśleć, co teraz się będzie działo!