O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

sobota, 17 grudnia 2011

Metro: scenka rodzajowa i obrazki

Pierwszy dzień pobytu w mieście Lwa, pierwsze metro. Wsiadamy, siadamy, a obok nas chińska, około 8-letnia dziewczynka z matką. Słuchamy ich rozmowy (nie podsłuchujemy - matka mówi na tyle głośno, wyraźnie i dobitnie, że chyba cały wagon ją słyszy!) - ona zdarzyła się naprawdę...

Matka: (...) Musisz być w klasie liderem!
Dziecko: Ale nie potrafię!
M: Potrafisz! Musisz być najlepsza!
Dz:Nie potrafię!
M: Dlaczego nie potrafisz? Dasz radę być liderem!
Dz: Nie potrafię się tak dużo uczyć. Jestem już bardzo zmęczona!
M: Kiedy jesteś zmęczona?
Dz: Teraz jestem zmęczona.
M: OK. Będziesz uczyć się wieczorem.
Dz: Później też będę zmęczona.
M: Musisz być liderem! Będziesz wstawać wcześnie rano i się uczyć! Dopóki będziesz tak robić i starać się być najlepszą w klasie, mamusia (!) będzie zadowolona!

Zapadło krępujące milczenie.
Spojrzeliśmy z Tatą na siebie, nie wierząc, że byliśmy świadkami sceny, rodem z jakiegoś kiepskiego dramatu. Między matką a córką nie było widać żadnych głębszych więzi, słychać było tylko władczy ton matki i rezygnację córki. Panie, rozmawiając, a właściwie kierując do siebie te proste komunikaty, nawet na siebie nie patrzyły. Masakra jakaś! Ale to może przez to zmęczenie...swoją drogą, ciekawe, skąd dziewczynka wracała ze szkolnym plecakiem w wakacje i czym się tak bardzo zmęczyła? I co podkusiło matkę do takiej "rozmowy"w metrze...w wakacyjny czas?!

Kura i Przychówek opowiadali nam, że w wakacje dzieci często chodzą do szkoły, gdzie uczestniczą w różnych zajęciach. W roku szkolnym zdarza się, że dzieci uczą się ponad miarę swoich możliwości i oczywiście, prymusami są dzieci chińskie. Z kurzych opowieści jasno wynika, że system szkolnictwa w Singapurze i podejście do edukacji dzieci, do ich wychowania, sposób w jaki informuje się dziecko i jego rodziców o postępach czy ich braku, jest bardzo daleki od znanego mi systemu polskiego czy francuskiego (i w ogóle europejskiego, a pewnie i...azjatyckiego!?). Przy okazji polecam książkę Amy Chua Bojowa pieśń tygrysicy, przeczytaną na początku naszego życia w Malezji...A teraz sama, bogatsza o doświadczenie, obserwację i opowieści znajomych Chińczyków czy Malajów chińskiego pochodzenia, chętnie przeczytam ją raz jeszcze!

Obrazki z singapurskiego metra:






I z malezyjskiego...czyli czego w metrze robić nie można :)