Home, sweet home...Dotarliśmy do domku szczęśliwie po 25-godzinnej podróży, podczas której Brzdące bardzo pozytywnie nas zaskoczyły...w najśmielszych marzeniach nie mogliśmy oczekiwać tak genialnego Ich zachowania podczas lotu i w ciągu 5-godzinnej przerwy na lotnisku w Paryżu! Ale po kolei...
Pierwszy lot prawie cały przespały, świetnie, że w ciągu całego lotu za oknami było ciemno, kiedy się przebudzili, bawili się w ciemności, obejrzeli z Tatą fragment bajki Cars (bardzo niepedagogicznie) by znowu uciąć komara :) Tata spał z Nimi, jak dziecko, przez 8 godzin, z otwartą jak Antoni buzią :) ja tam oka nie zmrużyłam, zbyt zestresowana lotem, podobnie jak nic nie przełknęłam (Tata z kolei z radością budził się tylko na dokarmianie). W lotnisku Charles-de-Gaulle Brzdące bardzo dobrze się bawiły, oglądały lądujące samoloty, wydając przy tym mnóstwo dźwięków i Ich ekscytacji nie było końca! "Czytaliśmy" też nabytą w Paryżu gazetkę o Panu Złotej Rączce (obecnie przeżywają nim fascynację), bawili się autkami, słowem - rewelacja! Mieliśmy też zabawną sytuację podczas kontroli paszportowej - pan rodem z jakiejś francuskiej komedii uniósł wysoko brew ujrzawszy Brzdące i powiedział uśmiechnięty, do swojego kolegi po fachu: Ooo, les memes! Za chwilę podniecony znów zagadał do swojego kolegi, sprawdzającego paszport komuś innemu: O, bliźniaki urodzone 1 kwietnia! Dobre ;) i życzył nam powodzenia!
Kolejny lot również przebiegł bez problemów, choć Brzdące wykazywały już zmęczenie i znudzenie podróżą samolotem. Na szczęście dostały od pani stewardessy książeczki i kredki, więc chwilę zajęły się tworzeniem! Ja z kolei niezmiennie się stresowałam i modliłam o to, aby jak najszybciej wylądować na Balicach!
Kiedy w końcu dotarliśmy do domku, zadowoleni z przebiegu podróży i dumni z zachowania małych Podróżników - Brzdące bawiły się zgodnie (!) aż do wieczora. Nic nie zapowiadało jeszcze nocnej katastrofy...otóż obudziły się szczęśliwe, wyspane i gotowe do zabawy o 3 nad ranem (czyli o 10 czasu malezyjskiego - w Malezji budziły się zwykle ok 7)...no i tak grasowały aż do 8 rano, na zmianę zajmując się zabawkami, biciem się o rzeczy, płaczem...Dodatkowo jeden z Brzdąców nie mógł zaakceptować, że Jego łóżeczko nie jest po prawej stronie, tylko po lewej...i właził non stop Bratu do łóżeczka, a że przywiązanie do własności jest silne, właściciel łóżeczka starał się Go wykopać, wyrywał Mu włosy z głowy...Tata przy tym spał jak niemowlę, chrapał i nic sobie nie robił z zachowania Brzdąców. A kiedy razu jednego się przebudził, stwierdził zaspany: Pierwszy raz współczuję sąsiadom...ale że nikt nie przyjdzie z pomocą?- zażartował.
Ale że nikt nie wezwie policji?!-odpowiedziałam całkiem poważnie. Słyszałam, że zdarza się, że złośliwi sąsiedzi wzywają policję, kiedy dzieci "zakłócają im ciszę nocną". Nasi sąsiedzi do najmilszych nie należą, więc tylko czekałam, kiedy ktoś zapuka do naszych drzwi! Nikt się jednak nie odważył :) Brzdące wyszalały się jak pijane zające do 8 rano i ucięły sobie godzinną drzemkę...I od tego czasu, przez 11 godzin nie zmrużyły oka! I tak oto, nastał pierwszy dzień bez Juniorowej popołudniowej drzemki! Mam nadzieję, że ten nowy trend się nie utrzyma! Toż to byłaby prawdziwa katastrofa, gdyby tak nagle i nieoczekiwanie zmieniły swoje zwyczaje nie dając od siebie chwilki wytchnienia w ciągu całego Bożego dnia!
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)