O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

czwartek, 26 stycznia 2012

Hello, Twin Towers!

Nasz pierwszy malezyjski weekend w nowym roku spędziliśmy na małych, rodzinnych zakupach w Ikei (i pysznym europejskim obiedzie...za europejską cenę, niestety!) oraz na spacerze i zabawie w parku KLCC. Nie mogliśmy nie przywitać się z dwoma wieżami, które, ku naszemu zaskoczeniu, Brzdące pamiętały! - jesteśmy o tym przekonani dlatego, że gdy tylko oglądaliśmy w Krakowie zdjęcia z Kuala Lumpur i pojawiały się na nich Petronas Twin Towers, nasze twinsy piały z zachwytu :) Tak więc w niedzielne popołudnie byliśmy w Surii KLCC, podziwialiśmy dekoracje związane z nadchodzącym Chińskim Nowym Rokiem, powiedzieliśmy "hello" wieżom i bawiliśmy się na placu zabaw (ulubionym, tak przez Juniorów, jak i przez nas). W drodze do Surii spotkaliśmy przypadkiem naszych hinduskich przyjaciół, którym zaproponowaliśmy wspólne wyjście na ten plac. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy zapytali nas, gdzie dokładnie mieści się plac zabaw, czy jest na świeżym powietrzu, czy zamknięty...Powolniaki są w Malezji ciut dłużej, niż my, a jeszcze pod wieżami w biały dzień nie były! Kiedy zaskoczeni odpowiedzieliśmy, że oczywiście, że plac zabaw jest odkryty, że jest świetny i z pewnością spodoba się Małej, popatrzyli po sobie i zgodnie stwierdzili, że nie...Bo przecież słońce mocno grzeje, a Oni nie lubią słońca, nie znoszą się opalać i muszą dbać o swoją skórę...To właśnie wtedy zaproponowali małą wyprawę do dżungli, radośnie stwierdzając, że nawet jak będzie upalnie, to pogoda Im nie będzie przeszkadzać :) Wybraliśmy się więc we czwórkę i  było świetnie! W Surii spotkaliśmy tylko jedną Chinkę (rzuciła nam się w oczy pośród innych mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej), a na placu zabaw - tylko jedną chińską rodzinę. Zwykle jest przeciwnie - to na inne narodowości można zwrócić uwagę pośród tłumu Chińczyków!

 Suria KLCC









W sobotnie popołudnie, w Ikea, spotkaliśmy nie tylko Chińczyków (a z okazji zbliżającego się Nowego Roku jedno z pomieszczeń sklepu udekorowane było na styl chiński, a w całej Ikei wisiały lampiony i czerwono-złote poduszki ze smokiem), ale też inne narodowości i rasy. Ba! Spotkaliśmy nawet miłego Pana Polaka, który to sam się z nami przywitał słysząc, jak rozmawiamy z Brzdącami. Okazało się, że PP mieszka od pół roku w bliskim sąsiedztwie - proszę, jaki ten świat mały! Umówiliśmy się wstępnie do knajpki, do której wszyscy chętnie zaglądamy...

Tego wieczoru również do niej zajrzeliśmy, żeby przywitać się z naszym ulubionym kelnerem prosto z Filipin i zjeść pyszną indyjsko-malajską kolację. Kelnerzy, jak tylko nas zobaczyli, zaczęli się nawoływać, biec do Brzdąców, podnosić Ich na ręce, przybijać Im "piątki"...Naprawdę bardzo miło nas przywitali, nie spodziewaliśmy się takiej reakcji z Ich strony...Widok uśmiechniętych panów kelnerów i zadowolonych Juniorów w Ich ramionach - bezcenny :)