Chińscy koledzy z firmy Taty zaprosili nas na meksykańską kolację. W ten sposób w "firmowy" sposób świętowali nadejście Nowego Roku. Od razu poproszono, aby z tej okazji Brzdące ubrały się w chińskie stroje - znajomi widzieli nasze zdjęcia z obchodów Chińskiego Roku Smoka i Brzdące w charakterze małych Chińczyków bardzo przypadły Im do gustu :)
W piątkowy wieczór udaliśmy się więc na pyszną kolację, z burrito w roli głównej. Jeden z Taty najbliższych kolegów, a zarazem jedyny w tym towarzystwie, który posiada dzieci, przyprowadził ze sobą 2/3 swojej gromadki, mianowicie dwie z trzech córek: 8- i 6-letnią, którym to Brzdące niewiele ustępowały wzrostem...Zapytałam, dlaczego nie ma najmłodszej pociechy - znajomi odpowiedział, że ta dwójka wystarczy, z trójką nie daliby sobie tutaj z żoną rady...Chińskie koleżanki zakochały się w Juniorach od pierwszego wejrzenia, a że do dziecięcej zabawy i śmiechu niepotrzebne są umiejętności językowe, wspólnej zabawie nie było końca :) Na szczęście meksykańska restauracja wychodziła na patio, więc po tym, jak dzieciaki zjadły kolację, szalały tam jak pijane zające! Radość była tym większa, że Brzdące dostały noworoczny prezent - czerwone koperty z pieniążkami w środku, tzw. "ang pow", które według chińskiej tradycji mają przynieść szczęście i powodzenie finansowe na cały rok! Od razu poczuliśmy się szczęśliwsi ;)
Kiedy w końcu cała czwórka, z czerwonymi policzkami i ociekającymi od potu włosami wpadła do restauracji i kiedy Brzdące zaczęły głośno protestować przeciwko naszym próbom zakończenia Ich radosnej działalności, tata dziewczynek powiedział: "Już rozumiecie, dlaczego tą trzecią zostawiłem w domu". Ta trzecia jest rówieśniczką Juniorów i mamy nadzieję, że jeszcze się z nią spotkamy! Tymczasem udało nam się szybko spacyfikować Brzdące i za rączkę do samochodu Je wyprowadzić. Po powrocie, gdy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania zaczęły chórem wołać: "Dom, dom!" i razem padły jak muchy :)
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)