Hmm, z racji tego, że nie mam doświadczenia w pisaniu bloga, a w końcu, jak się powiedziało "A", to trzeba powiedzieć "B" i od czegoś trzeba tutaj zacząć, chciałam napisać, że początki są trudne, zwłaszcza, że Brzdące raz po raz wdrapują się na moje kolana i zaczepiają mnie zachęcając do zabawy, a jak wiadomo, w takich warunkach nie jest łatwo zebrać myśli i napisać coś konstruktywnego:)
Pomysł bloga zrodził się już jakiś czas temu, kiedy to dłuższą chwilę mieszkaliśmy we Francji - miałam pisać o podróżach po kraju winem płynącym, o codziennym życiu naszym i jego mieszkańców, o zdobywanym doświadczeniu zawodowym i o tym, jak funkcjonują placówki dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną...No właśnie, miałam, bo plan spalił na panewce! Wkrótce po powrocie z Francji i wakacjach w Toskanii okazało się, że w mym brzuszku zagościł Lokator, a na trzecim usg okazało się, że Lokatorów jest dwóch...Cóż, na początku płaczom i zgrzytaniom zębów nie było końca, potem pojawiła się racjonalizacja i powtarzanie w kółko: "aby zdrowe były, to wszystko się ułoży". Nie chodzi o to, że myślałam stereotypowo i obawiałam się, że wraz z przyjściem na świat dwójki dzieci naraz skończy się moje życie, zakończą się plany o podróżach, o poznawaniu świata...O nie! Nie byłam wówczas tak dalekowzroczna, a moje myśli skupiały się tylko wokół tego, jak wyjdę z maluszkami na spacer, kiedy już od drzwi mieszkania czekają na mnie bariery architektoniczne! Jak pojadę z Nimi wózkiem poza teren osiedla, kiedy to środki komunikacji miejskiej w większości nie są dostosowane do tego, aby spokojnie można było wnieść do nich 20kg wózek? I jak radzić sobie z codziennością, która tak znana do tej pory, zmieni się z dnia na dzień? Okres ciąży to czas przygotowań na przyjście dzieci na świat. Tyle, że nie ma żadnej instrukcji obsługi bliźniaków, którą można by poznać jeszcze przed ich narodzinami, ani żadnej, którą można by posiąść już po ich urodzeniu. Plan minimum był więc taki: być pełnoetatową Mamą i jak się okazało, również z Tatą (który zrezygnował z pracy) być z dziećmi w domu tak długo, jak będą tego potrzebować, nie dłużej jednak niż do sierpnia 2011r.(w przypadku Mamy) i do grudnia 2010r.(w przypadku Taty), i w owym czasie nie zapomnieć o sobie, nie zatracić się w całym tym macierzyństwie i ojcostwie! No cóż, co prawda nie zatraciliśmy się totalnie, ale cele też nie zostały do końca osiągnięte, Tata był z nami do czerwca br, choć od marca realizował się zawodowo w domu (i od tego czasu czekał na wizę pracowniczą do Malezji). A ja...jestem 24h/dobę z Brzdącami nadal, chociaż nasz obecny "dom" nie jest tym samym domem, a to z racji tego, że prawie miesiąc temu zamieszkaliśmy na azjatyckiej ziemi. Jasne, że żałuję, że i ja nie mogę już wrócić do pracy zawodowej, ale wiem, że moja praca może jeszcze chwilkę zaczekać, natomiast Brzdące tak szybko się teraz zmieniają, rozwijają się i rosną jak na drożdżach, że pomimo tego, że codzienne obcowanie z Nimi jest ciężką pracą, obserwowanie Ich jest prawdziwą radością i siłą napędową do dalszych działań! Co ważniejsze jednak, jestem pełnoetatową Mamą głównie dlatego, że Tata pracuje w Azji, więc postanowiliśmy ten nowo rozpoczęty rozdział w naszym życiu przeznaczyć na podróżowanie i życie życiem, którym chcieliśmy żyć wkrótce po narodzinach dzieci i oswojeniu się z nową sytuacją rodzinną. Miejsce pracy Taty sprzyja temu idealnie, więc zamierzamy skorzystać z czasu, kiedy jest nam tutaj dany! Poznawać azjatycki świat i siebie na nowo w tej nowej dla nas rzeczywistości!
Blog powstaje z myślą o naszych bliskich: rodzinie i najbliższych znajomych, ale też...o nas samych, w zamyśle ma stanowić dziennik z zapiskami z naszego malezyjskiego życia. Zapraszamy Was do zaglądania tu czasem, jeśli będziecie chcieli zobaczyć, czym żyjemy. Albo jeśli nie będziecie chcieli, abym zapychała Wam skrzynki mailowe;)
Pozdrawiamy ciepło, do przeczytania!
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)