Właśnie minął miesiąc naszego pobytu w Malezji i myślę, że to najwyższy czas na małą retrospekcję i krótkie podsumowanie naszej podróży. Od tej pory zamierzam już pisać na bieżąco:)
Po pierwsze, muszę przyznać, że czas płynie tu bardzo szybko! Zdecydowanie za szybko, choć z drugiej strony cieszę się, bo bycie Mamą na pełnym etacie pracy z 16-miesięcznymi bliźniakami jest zadaniem tyleż radosnym i satysfakcjonującym, co absorbującym i trudnym (i ciężką pracą fizyczną!). Nasza malezyjska codzienność wygląda tak, jak wyglądałaby w domu, w Krakowie (jeszcze w czasie wakacji, gdyż od września zamierzałam iść do pracy), tyle tylko, że w tropikach, a kiedy wychodzimy na spacer po powrocie Taty z pracy, to zwykle żar wciąż leje się z nieba, przechadzamy się wśród palm, a spotkani ludzie nieustannie nas pozdrawiają, machając, dotykając Brzdące po buziach (są chyba najbardziej dopieszczonymi maluchami na świecie!). Każdy dzień przynosi coś nowego, niemal każdego dnia Brzdące nabywają nowe umiejętności i czymś nas zaskakują...a bywa, że zaskakują też siebie nawzajem:) Dodatkową atrakcją dla Juniorów jest "pokój zabaw", czyli specjalnie wyposażona w bezpieczne zabawki, jeździki, rowerek i zjeżdżalnię duża sala na parterze naszego "bloku", w której Brzdące szaleją jak pijane zające! Miejsce to sprzyja nawiązywaniu znajomości, bo wieczorami spotykają się w nim miejscowe matki, które pilnują swych pociech. Niestety, większość z nich nie mówi po angielsku, a że i ja poprawną angielszczyzną (jeszcze) nie grzeszę, czas spędzony w pokoju zabaw przeznaczam na lekturę i obserwowanie oraz nadzorowanie Juniorów, które śmiało wchodzą w relacje interpersonalne tak z innymi dziećmi, jak i z ich matkami - i zupełnie nie przeszkadza Im jeszcze, że te mówią w innym języku:)
A jednak...to te wspólne weekendy są motorem i motywacją do codziennej pracy, bo stanowią chwilę wytchnienia od "normalnego", rodzinnego życia, a wolny czas sprzyja podróżowaniu i poznawaniu azjatyckiego świata. W ciągu minionych 4 tygodni zdążyliśmy być nad morzem (pierwszym, jakie Brzdące widziały w swym krótkim życiu) w Port Dickson, na wyspie Penang, w ZOO Negara i w Batu Caves. Poza tym eksplorujemy Kuala Lumpur, a ściślej rzecz ujmując - parki i place zabaw (najlepsze są te pod Petronas Towers i w Lake Gardens!), w wolnych chwilach czasem spacerujemy też po Chinatown. Więcej jeszcze, mam nadzieję, przed nami!!!
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)