O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

wtorek, 9 sierpnia 2011

Weekend 1 : PORT DICKSON

Czas na małą retrospekcję...w naszą pierwszą malezyjską niedzielę wybraliśmy się do Port Dickson, nadmorskiego miasta, 90km od Kuala Lumpur. Firma Taty udostępniła nam samochód na cały pobyt tutaj, w związku z czym bez problemu możemy się poruszać po Malezji...Szybko i sprawnie. Podróż do Port Dickson trwała więc niecałą godzinkę, jechaliśmy autostradą, z której roztaczał się piękny widok na palmy...prawdziwą dżunglę palm! Spodziewaliśmy się, że jak przystało na niedzielne południe, plaże Port Dickson będą zaludnione, że z trudem znajdziemy dla siebie kawałek przestrzeni, zastanawialiśmy się, jak Brzdące zareagują na widok morza i kąpiel w nim, na pełne słońce i na ten "dziki tłum". Nie wiem, czy to kwestia tego, że jesteśmy Europejczykami, którzy jakiś czas przebywali we Francji, gdzie niemal wszyscy odpoczywają w tym samym czasie, w tym samym miejscu i w ten sam sposób (w Polsce zresztą bywa podobnie) i przyzwyczailiśmy się do myśli, że skoro jest piękna, słoneczna niedziela, to z pewnością większość tubylców pojawi się na plaży, czy raczej tego, że miejscowi wolą inaczej spędzać swój wolny czas; tak czy siak, plaża świeciła pustkami...jedna, druga, trzecia...Wybraliśmy tę piaszczystą, aby Juniory mogły rozkoszować się i bawić piaskiem (w końcu wzięliśmy ze sobą cały sprzęt do zabaw w piasku, jak również kaczuszki do kąpieli i autka, bez których żadnego wyjścia i wycieczki z Brzdącami nie sposób sobie wyobrazić!). Po raz pierwszy w swym krótkim życiu Juniory widziały morze i bardzo Im się podobało! Taplały się w wodzie, cieszyły każdą falą! Oczywiście, autka też trochę popływać musiały;) A my...Tata zażył trochę morskiej kąpieli, ja głównie pilnowałam Juniorów, aby w tej radości nie zjadły jakiejś muszli tudzież aby inny pomysł nie wpadł Im do głowy (chwilami "gołej" głowy, bo namiętnie ściągali sobie kapelusze i wrzucali je do wody!). Postanowiliśmy, że w niedługim czasie powtórzymy pobyt nad morzem...