O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

czwartek, 24 listopada 2011

Coraz bliżej święta? A winter break a Kraków...

Wczoraj zakończyła się moja przygoda z British Council, a ściślej rzecz ujmując - postanowiłam zrobić sobie przerwę. Będąc w kiosku przypadkiem trafiłam na najnowszy numer Lonely planet Asia, w którym oprócz obszernego artykułu i pięknych zdjęć Cameron Highlands, jest też...równie obszerny artykuł o Krakowie (i mniej piękne, moim zdaniem, zdjęcia)! Bardzo się ucieszyłam i wzruszyłam jednocześnie, widząc okładkę magazynu z tekstem A winter break in Kraków. Oczywiście, gazetkę zakupiłam, artykuł przeczytałam i obejrzałam zdjęcia zimowego, śnieżnego miasta naszego...Zatęskniłam strasznie, ale od razu sobie przypomniałam, że już za niecały miesiąc znów zobaczę wszystko na własne oczy, poczuję atmosferę Krakowa i świąt...Kiedy jechałam metrem na zajęcia, zagłębiona w lekturze, zaczepiła mnie siedząca obok Japonka, pytając, gdzie jest to piękne miejsce? I co to za miasto? Chwilę porozmawiałyśmy, Japonka zrobiła "pamiątkowe" zdjęcie okładki gazety i zdjęcia zdjęć Krakowa :) i powiedziała, że zakupi gazetkę! Oczywiście, na zajęciach z angielskiego nie omieszkałam jej pokazać :)

Dziś, jak to Tata stwierdził, mam pierwszy dzień wakacji :) Wow, odtąd przez kolejne trzy tygodnie, jeśli nic się nie zmieni i Brzdące się nie pochorują (na razie wszyscy jesteśmy tylko przeziębieni), będę mieć 4h/dziennie tylko dla siebie! Szaleństwo!!! Postanowiłam to uczcić wizytą w ulubionej księgarni, gdzie - poza relaksem wśród książek i nosem w przewodnikach turystycznych - miałam  poszukiwać dobrej, niezbyt długiej i niezbyt drogiej książki, takiej, którą czytając będę mogła szlifować angielski. Ale cóż...skończyło się na tym, że przy dźwiękach Jingle bells szperałam w książeczkach i książkach z serii: Santa Claus might be jealous, i zakupiłam książeczki Brzdącom (nie z tego cyklu)! Swoją drogą, podnieciłam się nieco słysząc Jingle bells! A ostatnio, muszę się pochwalić, spotkaliśmy Mikołaja w pewnym sklepie spożywczym, a przy nim choinkę i ozdoby choinkowe. Wow! Nie wiedziałam, że w muzułmańskim kraju dane mi będzie poczuć atmosferę nadchodzących świąt...I rzeczywiście, w Surii KLCC, w księgarni i sklepie spożywczym, który dziś odwiedziłam również są choinki: zielone, srebrne i pięknie ozdobione! Niestety, jakoś nie czuć tutaj zbliżających się świąt, tropikalny klimat i sam fakt pobytu za granicą nie sprzyja przedświątecznym rozmyślaniom, zresztą...hello, do świąt jeszcze miesiąc! Jakie świąteczne przygotowania i rozmyślania?!

W owym dużym sklepie spożywczym, przy kasie zaczepiła mnie pani z pytaniem: "Gdzie są babies? Antoni&Wiktor? Gdzie Oni są?!" Cóż za miła niespodzianka! Byłam tak samo zaskoczona Jej pytaniem, jak Ona moją odpowiedzią :)


 British Council, zakończenie zajęć