Police is coming, police is coming! - powtarzała 22-miesięczna Washini, kiedy od godziny staliśmy u bram ZOO Negara (uiściliśmy już opłatę za bilet wstępu, weszliśmy przez bramki, na ręce założono nam, dorosłym, stylowe "bransolety"i...rozpętała się burza), a nasze Brzdące i Ich hinduska przyjaciółka ze żłobka byli już znudzeni siedzieniem w wózkach i obserwacją, jak deszczyk robi "kap kap kap". W długim, choć radosnym dla nas oczekiwaniu na pogodę, wypuściliśmy Ich więc "na wolność", gdzie od razu zajęli się szperaniem w wózku koleżanki (Ich wózki oczywiście nie były już atrakcyjne - ani dla Brzdąców, ani dla Washini, która zdenerwowana nagłym zainteresowaniem, jaki wzbudził Jej pojazd, jak mantrę powtarzała,"police is coming":)). Sytuacja szybko została opanowana, cała trójka włożona do swych pojazdów i ruszyliśmy na spotkanie ze zwierzętami!
Najpierw powiedzieliśmy "hello" żyrafom, a w gwoli ścisłości - tylko Antoni się przywitał, Wiktor na sam widok żyrafek zaczął płakać...Pech chciał, że sąsiadami żyrafy były słonie - ich widok tylko spotęgował wiktorkowy płacz, który zdołały ukoić ptaki wylęgujące się przy pobliskim jeziorze. Niestety, wkrótce spotkaliśmy sarny i znów rozległo się głośne wycie (bynajmniej nie saren). Cóż, Wiki, który tak lubi oglądać zwierzęta w książeczkach, na żywo bał się każdego, które było większe od Niego...Dopiero po jakimś czasie przełamał swój strach. Z kolei Antoś od początku z zainteresowaniem oglądał wszystkie zwierzęta, cieszył się na widok każdego z nich, nawet długaśnego węża, którego z pasją naśladował ("pssssss", bo przecież tak robi wąż:)). Po długim spacerze po ZOO dotarliśmy do mini Zoo, gdzie znów wypuściliśmy nasze Gady "na wolność" - tam z zainteresowaniem przyjrzały się jedynie konikowi, a większą od pozostałych zwierzątek atrakcję stanowiła kolorowa ściana, wzdłuż której cała trójka biegała jak szalona:)
Powrót z ZOO był zaskakująco krótki i sprawny, bez żadnych korków (wow!). Oczywiście, mijaliśmy korek samochodów czekających na wjazd do galerii handlowej...ale tylko mijaliśmy!!!
PS. Po niespełna godzinie oczekiwania na przejaśnienie się, podeszliśmy do informacji ZOO z zapytaniem, kiedy przestanie padać;) Pani nie znała odpowiedzi na to pytanie, ale powiedziała, że jeśli nie przestanie, to jutro możemy wejść na tych samych biletach (czyli z tymi samymi "bransoletami"). Oczywiście, nie moglibyśmy przyjechać ze względu na brak czasu (praca Taty), ale był to sprawiedliwy układ!
PS2. Tata zapytał naszą koleżankę, czy w Jej mieście w Indiach jest ZOO. Odpowiedziała, że tak, oczywiście, mają ZOO, ale...nie ma zwierząt, już nie żyją;)
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)