O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

niedziela, 27 listopada 2011

Przedświąteczne spacerowanie

Czy pisałam już, że shopping jest narodowym sportem Malezyjczyków? Nie?! To najwyższa pora by o tym wspomnieć, bo dziś, jak już nie jeden raz w deszczowe popołudnie szaleńczy pęd mieszkańców Malezji do robienia zakupów, pokrzyżował nam plany! A było to tak...Niepewni pogody zapobiegawczo zrezygnowaliśmy z przejażdżki metrem i przesiedliśmy się w samochód, aby dojechać do Golden Triangle - chcieliśmy w końcu zdobyć szczyt Menary Tower i rozkoszować się widokiem Kuala Lumpur z lotu ptaka, by następnie wylądować na placu zabaw pod dwoma wieżami. Już w drodze zaczął padać deszcz, więc zdecydowaliśmy się na plan B - wycieczkę do jednej z galerii handlowych, w której mieści się dziecięce centrum rozrywki. Chcieliśmy tylko i wyłącznie po to do niej wejść, aby spędzić z Brzdącami miłe popołudnie w bezpiecznym i przyjaznym miejscu, w którym mogłyby poszaleć! Gdzie tam! Tak z jednej, z drugiej, jak i z trzeciej strony wjazd do galerii był zakorkowany, mało tego - utknęliśmy w korku już na chwilę przed tym, zanim ukazała się ona na horyzoncie...Nie do wiary! Nie dość, że było niedzielne popołudnie, to jeszcze długi weekend (jutro znów jest święto, a jak to zwykle w święta bywa, zwłaszcza w Malezji - dzień wolny od pracy)! Jasne, że rozumiem, że może część kierowców stojących wraz z nami w korku jechała tam po to, aby zorganizować swym dzieciom zabawę, po to, aby zagrać w kręgle, albo po to, aby pójść do kina...Ale z pewnością nie wszyscy!!! Postanowiliśmy spróbować dojechać do Lake Gardens, ale w drodze znowu utknęliśmy w korku, tym razem głównie z autobusami, które jechały na KL Sentral...Zawróciliśmy i tak oto po niespełna godzinie znaleźliśmy się na okolicznym placu zabaw. No i też było fajnie :) przynajmniej przez te pół godzinki, zanim dopadła nas burza...

Ale wracając do shoppingu. Dosłownie zawsze, kiedy jesteśmy w galerii (w której mieści się Carrefour, tej samej, w której jest dziecięca kraina zabawy i kręgielnia), panują w niej dzikie tłumy Azjatów! Wczoraj, na ten przykład, korzystając z pięknego przedpołudnia, wybraliśmy się pod Petronas Towers na relaks w pełnym słonku, pod palmami, kiedy to Brzdące słodko spały na (nie)świeżym powietrzu...Aby wydostać się ze stacji metra do parku, trzeba przejść przez pół galerii Suria KLCC. Zawsze lubimy się tamtędy przechadzać, obserwować kolorowy karawan mijających nas ludzi i poczuć powiew "wielkiego świata":) Zawsze też spotykamy tam tłumy, teraz tym większe, że rozpoczęły się wyprzedaże i to nie byle jakie, bo w wielu sklepach na wybrane produkty od razu -70%! Poza tym myślę sobie, że chyba w muzułmańskim kraju owym rozpoczął się "szał przedświątecznych zakupów", w galeriach słychać dźwięki Jingle Bells, a holle i często sklepy przyozdobione są choinkami! Toż to istne szaleństwo! Dziwnie tak jednak, przyjemnie: w środku ozdoby świąteczne i zima przychodzi na myśl, a na zewnątrz...Sami zobaczcie:)

Petronas Twin Towers step by step...(a dokładniej śladem naszego spaceru)









 I świąteczne nastroje w Surii KLCC