O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

wtorek, 8 listopada 2011

Taman Rama-Rama czyli Butterfly Park

Niestety, gorączka jednego z Brzdąców i bardziej deszczowa niż zwykle pogoda pokrzyżowała nam weekendowe plany (chcieliśmy się wybrać do Cameron Highlands) i lekko nas uziemiła. Tak oto sobotę spędziliśmy na porządkach domowych i zakupach w galerii handlowej, a w niedzielne popołudnie wybraliśmy się do Butterfly Park w Kuala Lumpur.

W sobotę w Carrefour dane nam było zobaczyć dość niecodzienne - nawet jak na kraj muzułmański - zjawisko, mianowicie po raz pierwszy widziałam panią muzułmankę, która miała zakryte ciało od stóp do głów! Dosłownie! Oczywiście, na porządku dziennym są te panie, które mają odsłonięte tylko oczy i dłonie, i ich widok nie wprawia nas w zdumienie, ale ta spotkana w sklepie nawet oczy miała zasłonięte cienkim, czarnym materiałem, a na dłoniach miała rękawiczki...Zabawnie było obserwować Ją podczas wybierania owoców i rozmowy z mężem, który ubrany był w tradycyjne, białe szaty. Antoni nie mógł od Nich oczu swych oderwać, aż wstyd mi było;) Poza tym spotkaliśmy parę Polaków - między lodówkami z serem i jogurtami ktoś powiedział nam "Dzień dobry". Oczywiście, zastygliśmy w bezruchu (to było zanim spotkaliśmy tą muzułmańską parę - później to dopiero znieruchomieliśmy!) i zanim spostrzegliśmy, że to Rodacy, nie było po nich ani śladu;) Cóż, właściwie to było do przewidzenia, że prędzej czy później spotkamy się przypadkiem z kimś z liczącej sto osób Polonii w Malezji!

W niedzielę, w związku z wybitnie deszczową pogodą, planowaliśmy zabrać Brzdące do centrum zabaw dziecięcych, mieszczącego się w jednej z galerii handlowych. Pojechaliśmy tam, ale nie dane nam było dojechać - odstraszył nas bowiem długi rząd samochodów czekających w kolejce na wjazd na parking, który był już pełny! Bardzo długa kolejka samochodów nawet nie umywała się do tej sprzed Galerii Krakowskiej w okresie świątecznym! Wybraliśmy się więc do Taman Rama-Rama (btw, bardzo podoba mi się ta nazwa), opowiadając wcześniej Brzdącom o motylach i obiecując Im, że zobaczą motylki "fru fru"! Tymczasem w parku motyli było jak na lekarstwo, właściwie to władze mogłyby zmienić nazwę parku na Ogród Botaniczny i podejrzewam, że nikt nie zauważyłby różnicy:) Myślę, że zdają sobie sprawę z nikłego zbioru swych motyli i w związku z tym niska jest cena biletu wstępu do parku (dorośli 18RM, a dorośli-rezydenci Malezji tylko 10RM, czyli ok 10zł). Pani przy kasie od razu zapytała, czy jesteśmy rezydentami, odpowiedzieliśmy, że tak i nauczeni doświadczeniem zaczęliśmy na dowód naszych słów wyciągać paszporty, ale powiedziała, że nie trzeba! W samym Butterfly Park i owszem, spotkaliśmy kilka motyli (całym dwóm okazom udało mi się zrobić zdjęcie) jednak byliśmy rozczarowani, że było ich tak mało. W końcu to park motyli, nie?! Sam park też jest malutki, ale warto się do niego wybrać jeśli ktoś chce odpocząć chwilkę i nacieszyć oko przyrodą, nam bardzo podobały się kwiaty, poza tym było kilka okazów żółwi, żab, ryb, jaszczurek i...stonoga! Niestety, park kompletnie nie jest przystosowany do wózków, co przysporzyło nam lekkiego problemu - Brzdące chciały biec, gdzie Ich oczy poniosą, najchętniej wskoczyłyby pod wodospad - uwielbiają wodę, rybki "plum plum" i...w ramach kompensacji koniecznie musiały zaliczyć każdą kałużę (a że było po deszczu, miały po czym skakać i w czym się taplać)...Brr! Koniec końców miło spędziliśmy godzinkę w parku, a w drodze powrotnej spotkaliśmy małpki i oczywiście w aucie rozległ się chór Juniorów: "a-a-a a-a-a" (gdyby ktoś miał wątpliwości - to przecież tak robią małpki;))! Okazało się, że największą atrakcją wycieczki do parku motyli są małpy!!!