O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

niedziela, 30 października 2011

Plażowanie w Port Dickson

W niedzielne przedpołudnie wybraliśmy się do Port Dickson. Była piękna pogoda, więc postanowiliśmy z niej skorzystać i wypocząć nad morzem. Po drodze mijaliśmy kolumnę samochodów, wszystkie jechały lewym pasem, wszystkie na światłach awaryjnych. Na początku nie widzieliśmy, ile jest samochodów i nie wiedzieliśmy, dlaczego te, które są w zasięgu naszego wzroku jadą z włączonymi światłami awaryjnymi. Tata wpadł na pomysł, że pewnie jadą na wesele, ale mijając je zauważyliśmy, że pierwszy samochód, piękny i przyozdobionymi kwiatami, miał przyklejone zdjęcie pewnego mężczyzny. Przed nim jechała karawana i wszystko stało się jasne - kolumna jechała na pogrzeb pana z fotografii. Nie wiem, czy tak tutaj wyglądają wszystkie drogi na pogrzeb, ale tę, której byliśmy świadkami, mocno nas zaskoczyła.

W Port Dickson postanowiliśmy udać się na inną niż zwykle plażę. Na pierwszej, którą znaleźliśmy, kąpały się same Muzułmanki i nie wiedzieliśmy, czy można się zatrzymać, czy nie, a że Brzdące słodko spały, nie chcieliśmy Ich budzić wychodząc z samochodu (na Langkawi też kiedyś trafiliśmy na plażę dla wyznawców islamu i przegoniono nas stamtąd:)). Na drugiej kąpali się już wszyscy - i Muzułmanie, i inni, roznegliżowani plażowicze. Fajnie było, ale tłumnie, więc stwierdziliśmy, że owszem, będzie bardzo fajna zabawa, było sporo dzieci, ale mniej fajny wypoczynek. Na codzień, wszędzie, gdzie zmierzamy, jest pełno ludzi. "Nasza" plaża w Port Dickson zawsze świeci pustkami i jest idealnym miejscem do odpoczynku od zgiełku miasta i tłumu Azjatów. Co więc zrobiliśmy? Wróciliśmy na dobrze już znaną nam plażę i bardzo miło spędziliśmy czas, aż do momentu, w którym przegoniła nas burza! Wówczas szybciutko się zebraliśmy (mamy już wprawę w plażowaniu z Brzdącami i ogarnianiu Ich po morskiej zabawie, i wszystko przebiega bardzo sprawnie) i...przywieźliśmy ze sobą burzę do Kuala Lumpur, która szalała tu do wieczora!