Wczoraj, po wizycie u lekarza, lekko spóźniona dotarłam do British Council, aby zapisać się na kurs jęz. angielskiego. W gwoli ścisłości - przybyłam o godzinie 10, a zapisy były od 9. Nie sądziłam, że dzikie tłumy z samego rana opanują BC, myślałam, że będą jeszcze wolne miejsca. Otóż, myliłam się. Okazało się, że nie ma już miejsc na kurs w godzinach przedpołudniowych (na który chciałam się zapisać), za to jest 8 wolnych miejsc na zajęcia popołudniowe, ale...proszę wziąć numerek, poczekać i dowiedzieć się, czy będą jeszcze wolne miejsca w momencie, gdy na ekranie wyświetli się pani numer. Wówczas proszę podejść do wybranego okienka (były czasem dwa, czasem jedno, więc nie dość, że panie pracowały w żółwim tempie, to jeszcze wszystko się przeciągało, kiedy potencjalnych kursantów przyjmowała jedna Malajka) i zasięgnąć informacji. Dostałam magiczny numerek 2044, przede mną było jeszcze 25 osób...Panie z okienek niespiesznie informowały o dostępności kursów, a ja prawie przegapiłam spotkanie z nowo poznaną koleżanką, Polką (jupi!), z którą nawiązałyśmy kontakt przez internet. Koleżanka okazała się być bardzo cierpliwą i ciepłą osobą, która nie dość, że wypiła umówioną kawę samotnie, to jeszcze wysłuchała na dzień dobry i (nie)miły początek naszej znajomości moje narzekania na obsługę BC, aż w końcu towarzyszyła mi w długim oczekiwaniu na moją kolej do magicznego okienka!
Koniec końców okazało się, że przyjęto mnie na kurs (hurra!), rozmowa z Koleżanką była bardzo interesująca i umówiłyśmy się już na następne spotkanie! Tym razem z całym Dzieciakowem, co by Brzdące poznały starszych kolegów!
PS. Dziękuję Ci, Aga!
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)