O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

czwartek, 27 października 2011

Weekend polsko-hinduski pod flagą Malezji

Zanim się obejrzałam, minął weekend i wielkimi krokami nadchodzi kolejny...Minioną sobotę i niedzielę spędziliśmy stacjonarnie, za to w doborowym towarzystwie! Spotkaliśmy się z nowo poznaną Polką i Jej dzieciakami, z którymi Brzdące pohasały na placu zabaw pod Petronas Towers. Pomimo miło spędzonego czasu wiem już, że z koleżanką lepiej spotkać się na jakiejś bardziej ograniczonej przestrzeni, gdzie dzieci będą mogły bezpiecznie się bawić - szaleństwa czwórki i próby Ich utrzymania w ryzach, co by bawiły się razem lub przynajmniej niedaleko siebie, co by nie nabawić się oczopląsu i zapewnić Latorośli poczucie bezpieczeństwa, nie sprzyjały rozmowie. Także, do następnego:) Wprost z placu zabaw udaliśmy się na kolację z naszymi znajomymi z Indii (którzy zaprosili nas wówczas na wspólne świętowanie zbliżającego się Deepavali) i jak zwykle, było pysznie!

W niedzielne, pochmurne popołudnie spotkaliśmy się z Mańkiem i Dorotką z dzieciakami, którzy dopiero co wrócili z Singapuru. Udaliśmy się razem do jednej z ulicznych restauracji w Chinatown, gdzie znowu było bardzo smacznie! Następnie na spacer uliczkami chińskiej dzielnicy i na wielką "łąkę" przed pałacem Sułtana, z której rozpościerał się piękny widok na dwie wieże. Tym piękniejszy, że zastał nas wieczór i wszystko było oświetlone. Nie spodziewaliśmy się jednak, że na "łące", na telebimie będzie transmisja meczu (ligi angielskiej) i że spotkamy tam widzów, kibiców i bardzo przyjazną atmosferę! Brzdące z kolegą zaczęli grać w piłkę i szaleć jak pijane zające, a my mieliśmy chwilę dla siebie :)