O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

wtorek, 18 października 2011

New Life...?!

Brzdące zaliczyły dziś drugi dzień w żłobku, pani pochwaliła Ich przy odbiorze, że super się spisali, grzeczni byli, chętnie się z dziećmi bawili, ze sobą nawzajem, nawet zdrzemnęli się po godzince (widok zadowolenia i satysfakcji malujących się na twarzy jednej z pań, kiedy mówiła, że mieli długą drzemkę, "1 hour" i pokazywanie przez Nią kciuka - bezcenny:) Ech, pewnie zaznała godzinki spokoju i nie posiadała się z radości, pomyślałam sobie wówczas), tylko znów mieli strajk głodowy, no ale to już trudno. Powoli do przodu i jedzenie w żłobku (przynoszone przez Rodziców) podawane przez panie też będzie Im smakować!

Tymczasem rano, kiedy odtransportowaliśmy Brzdące do placówki, kiedy wybiła "barbarzyńska" godzina 7.40 popatrzyłam na Tatę i zapytałam całkiem poważnie, lekko nawet zmartwiona, ku Jego wielkiemu zaskoczeniu:
- No to co ja teraz będę robić?!
...Jest tyle rzeczy do zrobienia - dla domu, dla siebie...Ale prawdę powiedziawszy zapomniałam już nieco, jak to jest, kiedy jestem SAMA. Sama ze sobą, mam wolny czas i mogę robić, co zechcę...Po powrocie do domu zaczęłam więc od porządków domowych, a potem...basen, lektura przy basenie, kiedy słonko pięknie świeciło; prysznic bez pośpiechu...Czas płynął jakoś szybciej niż zwykle, ale to nieważne, bo MIAŁAM CZAS...
I szybko zrozumiałam, co mogła mieć na myśli chińska właścicielka żłobka nazywając go "NEW LIFE"...:)

Oby tak dalej toczyło się nasze malezyjskie życie!