O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

piątek, 21 października 2011

No no, czyli gorączka i inne bolączki

Minął pierwszy tydzień pobytu Brzdąców w chińskim żłobku, a wraz z nim pojawił się też wirus, wizyta u lekarza (trzecia już zresztą w Malezji, ale o tym innym razem) i pierwsze pół dnia wolnego Taty ("opieka"). 1 dzień i 2 noce męczyła Antosia ponad 40st. gorączka, aż samoistnie (czytaj: po kuracji Paracetamolem) ustała. W związku z powyższym, wczoraj Wiktor do placówki pomaszerował sam, po raz pierwszy też w swym krótkim życiu miał rozstać się z Braciszkiem (na całe 4h, ale zawsze to rozłąka!). Martwiliśmy się nieco i nawet paniom w żłobku powiedzieliśmy, żeby w razie potrzeby specjalną opieką otoczyły Brzdąca, bo smutno Mu być może, bo pierwszy raz rozstaje się z Bratem, a na dodatek to dopiero 4 dzień w żłobku...Wiktorkowi powtarzaliśmy, że jest już "dużym chłopczykiem" i że sam pójdzie do żłobka, że będą miłe dzieci i fajna zabawa; a Antoś pójdzie do pani doktor i zaraz się spotkają...Antosiowi było przykro, że nie może pobawić się z dziećmi, co wyrażał głębokim żalem i zawodził w gorączce: "aaa, aaa". Łączyliśmy się z Nim w bólu, a na dodatek nie wiedzieliśmy, cóż to za dolegliwość Go dopadła, bo oprócz wysokiej gorączki nie miał żadnych innych objawów choroby. Lekarka, starsza Chinka powiedziała, że panuje tutaj wirus objawiający się wysoką gorączką, która zwykle trwa 3 doby, po czym najczęściej ustępuje. W przeciwnym razie mamy do Niej wrócić na badania krwi. Ponadto była zadowolona, że z Europy przybyliśmy, bo Jej dzieci mieszkają w Anglii. Jeszcze bardziej ucieszyła się, że jesteśmy Polakami - nauczycielka Jej wnuczki w angielskiej szkole jest Polką. Proszę, jaki ten świat jest mały;)

Tymczasem Antoś był ledwie przytomny, a Wiktorka, cóż, "przeceniliśmy", a może raczej nie docenialiśmy...Wrócił ze żłobka zadowolony, wzmocniony, że jest przecież "dużym chłopczykiem" i próbował się wykazać usiłując roznieść dom, Braciszka (nie rozumiejąc, dlaczego On nie chce się z Nim bawić) i wystawić cierpliwość Mamy na próbę! Oto też okazało się, że nabył nową umiejętność, mianowicie robi coś, czego wie, że robić nie wolno, podbiega do Mamy i woła "nioł nioł" machając przy tym paluszkiem wskazującym...Domyślam się więc, że chociaż chwalony jest przez panie w żłobku, to pewnie nieźle Im też w kość daje i zapewne zwracają Mu uwagę mówiąc "no no" i machając przy tym palcem. I tak oto, wczoraj i dziś, nasz "duży chłopczyk" Wiki dziesiątki razy prezentuje z dumą swoje "nioł nioł" ku uciesze Braciszka!