Zanim zdążyliśmy się skontaktować z Elmą, filipińską maid, która jeszcze 2 dni temu pragnęła opiekować się Brzdącami, dostaliśmy od Niej smsa. Wiadomość pełna błędów donosiła, że nie może się ona zająć dwójką dzieci. To za duża odpowiedzialność. Przykro Jej i dziękuje. Właściwie dobrze się złożyło, nie musieliśmy pierwsi dziękować. Chociaż przyznam, że jestem zaskoczona (że jednak nie przyjęła potencjalnej oferty pracy, w końcu nie mogła wiedzieć jeszcze, że nie chcemy Jej zatrudnić) i...doceniamy, że otwarcie napisała, że boi się wziąć odpowiedzialność za bliźnięta.
Tymczasem wczoraj w porze lunchu Tata zadzwonił do pani Ong i umówił nas z Nią na spotkanie. Tuż po powrocie Taty z pracy udaliśmy się do żłobka, gdzie po przywitaniu zostawiliśmy Brzdące na placyku przed placówką - sami weszliśmy do środka, obgadać raz jeszcze szczegóły. Tak oto minęło pół godziny, a po wyjściu ze żłobka z radością zobaczyliśmy, jak Juniory bawią się ładnie przy stoliku. Inne dzieci co prawda zdążyły już zostać odebrane przez swoich rodziców, na "placu boju" zostały tylko Brzdące i dwie panie, które powiedziały, że teraz jest "time table" :) Ach, mała rzecz, a cieszy! Martwiliśmy się troszkę o przebieg tej wizyty - ostatnim razem co prawda Antoni dzielnie się spisał, ale Wiktor...obawialiśmy się, że i tym razem może płakać jak najęty. Pękaliśmy z dumy przez tą chwilę, kiedy obserwowaliśmy Ich podczas zabawy, z nowymi paniami...Z pewnością jeszcze trudne chwile związane z procesem adaptacji Brzdąców do żłobka jeszcze przed nami, ale powoli do przodu! Grunt, że wczoraj było bardzo dobrze! Przed nami weekend, będą więc przypowieści o żłobku, co by Brzdące wiedziały, co Ich czeka od poniedziałku; no i kompletowanie wyprawki! Pani Ong ostatecznie zgodziła się na moją obecność w żłobku podczas pierwszej godziny-dwóch. Zobaczę więc, jak to wygląda "od środka", a moje uczestniczenie w pierwszych chwilach żłobkowego życia z pewnością pomoże Brzdącom! A przynajmniej taką mam nadzieję...Jestem tak samo podniecona, jak i przejęta, i zestresowana! Cóż, zobaczymy...
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)