O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

poniedziałek, 17 października 2011

Hej ho, hej ho, do żłobka by się szło!

Pierwszy dzień Brzdąców w chińskim żłobku już za nami :) Uff! Jak się okazuje, "nie taki diabeł straszny, jak go malują", a jak Tata odbierał Juniory z placówki, to panie Ich pochwaliły - że jak na pierwszy dzień to radziły sobie całkiem nieźle:) Na nic więc nieprzespana noc Mamy i myślenice, jak sobie poradzą z nową sytuacją, miejscem, paniami, dziećmi, a przede wszystkim - z otaczającym Ich językiem angielskim i chińskim, których jeszcze nie rozumieją...Pocieszałam się w myślach, że przecież i tak nie będą zupełnie sami, bo przecież jeden będzie miał Braciszka i drugi będzie miał Braciszka, więc będą RAZEM, no i w razie czego do siebie wzajemnie w języku polskim czy w Im tylko znanym języku buzię otworzą, ale...Kiedy punktualnie o godzinie 8 zapukaliśmy do bram żłobka, przywitały nas uśmiechnięte panie, kilkoro dzieci i tony zabawek, na które od razu rzuciły się Brzdące! Z każdą chwilą dzieci przybywało i tak oto Juniory mają kilkunastu kolegów i koleżanek z Malezji, Chin, Indii i Pakistanu. Powoli zaczęli wchodzić w relacje z innymi dziećmi, ku mojej radości:) A poza potyczką małego chińskiego chłopca z Brzdącem Antosiowym nic złego się nie wydarzyło. Opuściłam żłobek po prawie 2h, Antoni zanosił się od płaczu, kiedy wychodziłam i wołał mnie, aż mi się serce krajało...Po Wiktorku moje odejście spłynęło jak po kaczce, no i też mi się serce zaczęło krajać, ale po chwili pomyślałam, że to dobrze, równowaga zachowana, a spokój starszego Braciszka z pewnością udzieli się młodszemu!

Oczywiście, całe przedpołudnie moje myśli krążyły wokół żłobkowego życia Brzdąców i na niczym skoncentrować się nie mogłam! Ale kiedy zobaczyłam Ich zmęczone, acz zadowolone buzie po powrocie ze żłobka, od razu poczułam spokój...I już się nie mogę doczekać żeby zobaczyć, co przyniesie jutrzejszy dzień!