O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

czwartek, 13 października 2011

Rozmowa po filipińsku

Jako, że po skontaktowaniu się z placówkami opiekuńczymi prowadzonymi przez Metodystów,  Ewangelistów, metodą Montessori i przedszkolem niemieckim okazało się, że nasze Brzdące są jeszcze za małe do uczęszczania do tych placówek, jak również po skontaktowaniu się z kancelarią kościoła katolickiego z pytaniem, czy nie prowadzi żłobka (okazało się, że nic z tych rzeczy), postanowiliśmy jednak, na fali uniesienia zachwytami znajomych Hindusek nad posiadaniem Filipinki, przeprowadzić rozmowę z zainteresowaną opieką nad Juniorami panią. Oczywiście, w grę wchodziła tylko i wyłącznie opieka nad Nimi, 4h/dziennie. Żadne tam zamieszkiwanie razem, gotowanie czy sprzątanie. Żadne tam zupełnie nieznajome Filipinki. Nasze hinduskie koleżanki poleciły, abyśmy zapytali osobiście Ich Filipinki, z której są zadowolone (dzielą się jedną maid - u jednej rodziny pracuje 3h/dziennie, u drugiej - pozostały czas) - ona z pewnością zna kogoś zaufanego. Tak też uczyniliśmy. Pani Filipinka obejrzała Juniory i poleciła swoją siostrę, wymieniła się z Tatą numerami telefonów i powiedziała, że siostra da znać, czy Jej taka praca odpowiada. Drugiego dnia Tata dostał smsa od znajomej Filipinki (a nie od Jej siostry), napisanego słabą angielszczyzną, że siostra może pracować i może przyjść jutro na "enterviev". Umówiliśmy się na godz.19 dnia trzeciego, co zostało jeszcze potwierdzone kilka godzin wcześniej. I kiedy nadszedł czas spotkania, pojawiła się znajoma Filipinka (a nie Jej siostra) ze swoją podpieczną - córeczką naszych znajomych i z dziwnie wyglądającym niskim panem (który okazał się być panią). Filipinka powiedziała, że Jej siostra jest wciąż zainteresowana pracą, ale że nie mogła przyjść na spotkanie, bo...(tutaj nastąpiła wypowiedź, której zupełnie nie zrozumieliśmy) i pyta, kiedy może zacząć i za ile. Zapytaliśmy więc, ile siostra chciałaby zarabiać, Filipinka odpowiedziała, że 15RM/godz. Powiedzieliśmy, że nie ma mowy, a Ona błyskawicznie odpowiedziała, że w takim razie to ta pani obok może zająć się Juniorami. Pani obok, o której myśleliśmy, że jest młodszym od nas panem, ma na imię Elma, ma ponad 30 lat i jest bratanicą tudzież siostrzenicą Filipinki (która mówiła raz tak, raz tak). Z dumą powiedziała, że ma już swoje własne dziecko, którym się zajmowała. Opiekowała się także 5-letnim siostrzeńcem. Jest dyspozycyjna o każdej porze dnia i wieczorami, w weekendy, a oprócz opieki nad Brzdącami może też posprzątać nam mieszkanie. A wszystko to za 10RM/godz. W porę zapytałam,lekko zaniepokojona dyspozycyjnością pani, gdzie jest Jej dziecko (bo przecież przedszkola są otwarte do godz.18), a ona z promiennym uśmiechem odpowiedziała, że na Filipinach...Acha. No cóż, nie podziękowaliśmy od razu pani Filipince, chociaż może i tak trzeba było zrobić. Oczywiście, nie zamierzamy Jej zatrudnić, chociaż zdawała się być miła, no i potrzebująca tej pracy. Jej historia nawet nas rozczuliła, przy całym niezrozumieniu tej sytuacji. Niestety, nie jest ona odosobniona - często zdarza się, że matka lub obydwoje rodzice pracują w Malezji, podczas gdy cała rodzina mieszka na Filipinach czy w Indonezji, bo z tych krajów głównie przybywają maid...Dziś skontaktujemy się z panią Elmą i podziękujemy za współpracę!