O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

poniedziałek, 3 października 2011

To była niedziela...Aquaria!

Przyznać trzeba, że podczas pory deszczowej pogoda w Malezji jest codziennie...deszczowa. Czasem słońce, czasem deszcz, czasem przed-, a czasem po południu, zwykle nie możemy się spodziewać, kiedy piękne słońce zakryją burzowe chmury. Tak było i tym razem. Zaplanowaliśmy sobie wycieczkę do Bird Park, ale tuż przed wyjściem z domu zawisły nad nami czarne chmury, w związku z czym musieliśmy zmodyfikować nasz plan. Przyspieszyliśmy więc jeszcze tempo, aby zdążyć przed deszczem dojść do stacji metra i udać się do Aquaria KLCC. Do metra zdążyliśmy, ale już w drodze zaczęło padać. Ku naszemu zaskoczeniu, kiedy po 25 minutach wysiedliśmy, pod Petronas Towers świeciło słońce, było pięknie i kolorowo - gdzie okiem sięgnąć, wszędzie mieniły się wielobarwne stroje i hidżaby Muzułmanek. Uwielbiamy spacerować alejkami w Parku KLCC, a niesamowity widok mieszanki ras, narodowości, kultury i mody za każdym razem wprawia nas w zachwyt, a czasem i zdziwienie! Właściwie, to moglibyśmy się już przyzwyczaić do tego widoku, ale...jakoś nie sposób, za każdym razem budzi fascynację! Ponownie lekko zmodyfikowaliśmy plan - najpierw żółwim tempem udaliśmy się na plac zabaw, stanowiąc lokalną atrakcję, bo choć spotkaliśmy wielu Białych, to bliźniaki były jedyne!...były więc zdjęcia (pstrykane z Brzdącami, a przy okazji i ja mogłam się zrealizować). Po 1,5h świetnej zabawy, nagle i nieoczekiwanie, deszcz złapał nas na huśtawkach, więc w te pędy ruszyliśmy do Aquaria!

Antosio
 Wiki
 Piknik :)



Mokrzy, ale zadowoleni weszliśmy do podwodnego świata...bardzo było fajnie, Brzdące "pobawiły się" w chowanego z wydrami, a największe Ich zainteresowanie wzbudziło ogromne akwarium pełne wielkich ryb! Z chęcią przyglądały się też karmieniu rybek. Te mniejsze, jak i jaszczurki, pająki i im podobne bardziej nas interesowały - rozbiegane Brzdące "integrowały się" wówczas z bardzo miłą obsługą Aquaria - przybijali "piątki" i śmiały się, czarowały, chcąc zanurzyć swoje cztery rączki w wodzie z rybkami Nemo (co niestety dwóm rączkom się udało!). Był też piknik przy wielkim akwarium, integracja z innymi dziećmi i próby wejścia tam, gdzie wejść nie można...Niestety, podczas największej atrakcji, czyli spotkania z rekinami, zmęczenie Antosiowe tak dawało się we znaki, że...przepłakał cały ten czas (chyba przestraszył się też, że "coś" pływa Mu nad główką), ale Wiki był bardzo dzielny! Całe Aquaria jest bardzo dobrze zorganizowane i godne polecenia! Po wyjściu zjedliśmy kolację w jednej z kilku zlokalizowanych tam restauracji.




 Karmienie rybek







Ps. Jeden z panów z obsługi Aquaria (ten, który stał na straży rybek Nemo) zapytał mnie: skąd jesteś, Madame? Odpowiedziałam, że from Poland, po czym pan wyraźnie podniecony powiedział: Warsaw, Krakow! Okazało się, że pan nigdy w Polsce nie był, ale przyjaciel i owszem, i pan bardzo cieszy się, że mógł nas poznać:)

Ps2. Nie wiedzieć, czemu, wszyscy myślą, że jesteśmy z Francji lub Niemiec, a Juniory zazwyczaj postrzegane są jak Juniorki...