Wczoraj stuknęło Brzdącom 1,5 roczku i dobrze się złożyło, że była sobota - mogliśmy spędzić dzień wszyscy razem, wybierając się nad morze. Oczywiście, pojechaliśmy do Port Dickson na dobrze nam znaną już plażę. Co prawda pogoda za oknem nie zachęcała do plażowania, ale Port D. mieści się przecież dobrą godzinkę drogi od Kuala Lumpur, więc postanowiliśmy zaryzykować. Tuż przed wyjściem z domu, spakowani, sprawdziliśmy jeszcze prognozę pogody na internecie i owszem, było napisane, że będzie "heavy rain", ale Tata zdecydował, że pojedziemy i przekonamy się, czy prognozy się tutaj sprawdzają...Już na nie-dobry początek utknęliśmy w korku...a przecież było sobotnie południe! Później, kiedy już dowiedzieliśmy się od zniecierpliwionych Juniorów, "jak robi" małpka, tygrys i im podobne zwierzęta, po odśpiewaniu paru piosenek, kiedy Brzdące padły w swych fotelikach jak muchy, a my wyjechaliśmy z zatłoczonego miasta, spadł wielki deszcz, a im dalej jechaliśmy, tym bardziej grzmiało...Szczęśliwie, nad morzem było tylko bardzo zachmurzone niebo. Tata z dumą (dlatego, że jednak nie padało) obwieścił swym Synom, że to przedsmak wakacji nad Bałtykiem...Niestety, był przypływ i wielki bałagan wszędzie na "naszej" plaży, która jak zwykle świeciła pustkami. Od razu rozłożyliśmy więc cały majdan, Brzdące z radością zaczęły taplać się w morzu, a my - pływać. Po pewnym czasie zaczęło się przejaśniać, ale że było już dość późno, zaczęliśmy się zbierać. Wtedy na plaży zaczęli pojawiać się tubylcy i wszyscy "jak jeden mąż", dorośli, dzieci, całe rodziny zaczęły wchodzić do morza tak, jak przyszli, czyli w pełnym ubraniu! Widok był to dość zaskakujący i śmieszny, i nie dość, że byliśmy jedynymi Białymi, to jeszcze my w strojach kąpielowych, a Brzdące (po raz pierwszy w swym życiu) bez pampersów, wszyscy na nas patrzyli, a my - na nich i widać było, że każdy z nas był tak samo zdziwiony :) Niestety, zdjęć z tego epizodu brak - nasze cztery ręce zajęte były ogarnianiem Juniorów, którzy to świetnie się bawili obrzucając się nawzajem piaskiem, oczywiście radość była tym większa, im więcej piasku udało się wrzucić Braciszkowi we włosy...
Po bardzo udanym plażowaniu udaliśmy się do...KFC z placem zabaw, gdzie były dzikie tłumy Chińczyków i Malajów. W drodze powrotnej obyło się bez większych korków, więc sprawnie dotarliśmy do domu.
Dzień "prawie okrągłej rocznicy" 1,5 roczku bardzo miło nam minął i...byle do następnej soboty!
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)