O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

wtorek, 21 lutego 2012

Juniorowe potyczki słowne

Za nami pierwsza kłótnia...a właściwie pierwsze, codzienne kłótnie na jeden tylko temat, który to Brzdące kochają najbardziej: AUTA!
Zaczęło się niewinnie, kiedy to w sobotę wracaliśmy z restauracji. Brzdące zobaczyły samochód i...
- Brrruma!- zawołał Brzdąc Wiktorkowy.
- Car! - krzyknął Brat.
- Nie, to jeee (czyt.: jest) brrruma! - sprostował W.
- Nie, to nie jeee (czyt.: jest) brrruma, to jeee (czyt.: jest) car! - odpowiedział A.
- Nie, tu nie jeee (czyt.: jest) car, tu jeee (czyt.: jest) brrruma!
I tak w kółko. Aż po około 2 minutach zaczęli sobie wzajemnie wyrywać włoski z głowy! Całe szczęście, że mają bujne loczęta, bo gdyby nie to, chyba już dawno byliby łysi...Każda kłótnia, czy to słowna, czy o zabawkę, kredkę, piłkę, o COKOLWIEK kończy się wyrywaniem włosów z głowy, po którym szybko następuje bicie się, gryzienie (wciąż przoduje Brzdąc Antosiowy, Wiktorkowy bardzo się stara odgryźć Bratu, ale wychodzi Mu przy tym tylko "pierdzioszek"...urocze, można by rzec), ostatnio pojawiły się elementy kopania...

No, ale nie narzekajmy już, poza powyższymi zachowaniami potrafią się też ładnie i zgodnie bawić...w zależności od nastroju, stanu napełnienia brzuszka i poziomu wyspania, mogą tak się bawić od około 5 do 45minut! Ale niech nikt sobie nie myśli, że moja czujność zostaje uspana w owym czasie, że mam wolną chwilę tylko dla siebie...nie nie nie! Czujnym trzeba pozostać, bo każda, nawet najfajniejsza zabawa i każdy, nawet najczulszy sposób okazywania miłości Bratu kończy się wielką bitwą! I tylko od naszego refleksu zależy, jakie będą "straty"! Mamy nadzieję, że to jednak przejściowe jest...choć aż strach pomyśleć, co będzie potem!...Jednym słowem, PODWÓJNE SZCZĘŚCIE ;)