Piątkowe popołudnie spędziłam z japońską koleżanką na kawie i pączku, to tak z okazji Tłustego Czwartku :) Niestety, nie dane nam było dotrzeć na spotkanie w Ambasadzie, organizowane z okazji dnia pączka, więc "day after party" sobie choć troszkę odbiłam! W każdym razie całe popołudnie przegadałyśmy z Japonką o życiu w Malezji, Japonii i Polsce, o podróżach, także tych służbowych naszych mężów...I mimo wielu cech wspólnych, raz po raz zauważałyśmy różnice w podejściu do wielu spraw...i na ten przykład, "moja" Francja...Mąż japońskiej koleżanki wybiera się służbowo na tydzień do Paryża. Podekscytowana tym faktem zaczęła opowiadać, co mąż ma w planie zobaczyć i jak poza pracą spędzi ten czas we Francji. Podekscytowana zapytałam, co Ona zamierza zwiedzić, jak mąż będzie w pracy. Wydawało się, że koleżanka nie zrozumiała pytania, więc powtórzyłam je raz jeszcze. I wtedy okazało się, że zrozumiała, tylko tak Ją zaskoczyłam, że nie była w stanie odpowiedzieć...bo jak to, co zamierza zwiedzić?! Nic przecież, w domu będzie siedzieć, może spotka się z jedną ze swoich japońskich koleżanek. Zaskoczona zapytałam, dlaczego nie wybiera się z mężem w podróż do Francji, skoro o tym marzy (nie dość, że marzy, to jeszcze z tej przyczyny wybrać by się mogła, że nie pracuje, nie mają dzieci i zdecydowaną większość czasu spędza sama w domu)? Otóż, mąż Jej nie pozwala. Sądzi, że zabieranie żony w podróże służbowe nie ma sensu, ponieważ większą część dnia spędziłaby ona czas w hotelu. Dlaczego w hotelu?-bo nie może z niego wychodzić. Dlaczego?-bo to niebezpieczne. Podobnie rzecz ma się w Kuala Lumpur. Koleżanka nie może wychodzić sama poza granice strzeżonego osiedla, gdyż to niebezpieczne jest przecież! A jeśli już zdarzy Jej się wyjść, to nie może korzystać z publicznych środków transportu, tylko z taxi, a właściwie z usług specjalnego samochodu, którego właściciel wozi żony japońskich kolegów z firmy Jej męża. To właśnie tym sposobem Japonka mogła uczęszczać na kursy angielskiego i spotkać się ze mną. Poza tym innych "wycieczek" brak. Nie wiem, czy tak postępują wszyscy Japończycy, czy moja koleżanka jest wyjątkiem od reguły, w każdym razie mówiła, że na Jej osiedlu jest japońskie "getto", które spędza ze sobą czas i rzadko przekracza jego granice. Poza tym opowiadała, jak raz w tygodniu spotyka się z około siedemdziesięcioma (!) rodaczkami, żonami japońskich pracowników firmy Jej męża. Wszystkie mieszkają na tym samym osiedlu, rzecz jasna, większość jest bezdzietna i mają rytuał picia herbaty w osiedlowym Starbucksie...Ech, gdyby tak można było tak często spotykać się na herbatce z Polkami w Malezji, westchnęłam opowiadając Tacie przebieg spotkania. "Ech, gdybym tak mógł spotkać się sam z tymi siedemdziesięcioma Japonkami"- westchnął Tata :)
PS. Zapadł zmrok. W małżeńskim łóżku piątkowej nocy Tata ni stąd, ni zowąd zapytał, czy prowadzę jeszcze bloga...Zaskoczona, odpowiedziałam, że i owszem - myślałam, że w wolniejszych chwilach nawet na niego czasem zagląda, ale..."Nie mam odwagi", odpowiedział :)
PS2. Japońska koleżanka podarowała nam prezent z podróży do Wietnamu :) I to nie był koniec niespodzianek tego dnia!...Wieczorową porą zapukała do nas indyjska sąsiadka z ładnie zapakowanymi czekoladkami i lizakami w kształcie serduszek...wpadła do Brzdąców ze spóźnionymi Walentynkami :) i z zaproszeniem na sobotni obiad.
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)