W niedzielę wybraliśmy się do Meczetu Narodowego, powstałego w 1965r. (całkiem dawno temu, jak na Malezję!). Z okien samochodu, tuż przed jego zaparkowaniem widzieliśmy trzy autokary, do których wsiadał tłum białych ludzi wracający z jego zwiedzania. Kiedy dotarliśmy do meczetu, był już prawie pusty - okazało się, że za niespełna pół godziny kończy się możliwość jego wizytowania przez turystów i mieszkańców Malezji, nie-muzułmanów. Spotkaliśmy wyznawcę islamu z Kirgistanu, który próbował znaleźć w nas przyjaciół usiłując rozmawiać po rosyjsku i przekonać, że islam to jest właśnie to, czego potrzebujemy i podając ku temu "dowody". Jednocześnie stwierdził, że wyznawcy islamu w Malezji są zbyt liberalni...nie ma to jak Muzułmanie w Afganistanie, Pakistanie czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich, stwierdził! Nie wiemy, do wyżej wymienionych krajów z pewnością się nie wybierzemy, ale Meczet Narodowy bardzo nam się spodobał - ujął swoją przestronnością, prostotą, i...ciszą, która w nim panowała, chociaż mieści się w ruchliwej okolicy KL Sentral i Pasar Seni.
O nas
- Wróbelki
- Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)