O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

środa, 1 lutego 2012

Żłobek - reaktywacja

Po prawie 6-tygodniowej przerwie, spowodowanej naszym bożonarodzeniowo-noworocznym pobytem w Polsce i malezyjskim świętowaniem Chińskiego Nowego Roku, Brzdące powróciły w poniedziałek do chińskiego żłobka. Płaczu było co nie miara...i choć dobrze wiedzieli, gdzie pomaszerują w poniedziałkowe południe, opowiadaliśmy Im o żłobku, paniach, dzieciach, dobrej zabawie...a w weekend byliśmy pod placówką i pokazywaliśmy Im, gdzie wkrótce będą się bawić; kiedy Ich oddawaliśmy w malajsko-chińskie ręce, wyli jeden przez drugiego! Oczywiście, stresowałam się tego dnia...oczywiście, niepotrzebnie, bo kiedy po Nich przyszliśmy, to z radością nas przywitali i...wrócili do dalszej zabawy, nie chcieli iść do domu! Wczoraj już tylko Brzdąc Antosiowy zapłakał, kiedy Go zostawialiśmy w żłobku, a dziś - klasa: obaj uśmiechnięci, machali nam wołając: "Pa pa, pa, Mama!" Z tej radości udałam się na mały shopping, gdzie nie spodziewałam się spotkać tłumów. Oczywiście, myliłam się! Azjaci są wszędzie, nawet w środku dnia, w centrum handlowym! A co ciekawsze - w galerii była także scena, na której występowali chińscy artyści, a przed nią, na krzesełkach, ambitnie siedziała grupa emerytów i "moich" podopiecznych :) Ale się dobrze bawili! Pan Chińczyk z tlenionymi na fioletowo i nażelowanymi włosami tylko podkręcał atmosferę, a oklaskom publiczności nie było końca...Później między zgromadzonymi tańczył smok rozdając pomarańcze i życząc wszystkim "Happy New Year" ;) A to wszystko w ciągu godziny, w trakcie której zdążyłam zrobić zakupy i przyjrzeć się temu zjawisku! Niesamowite, jak tutaj celebrują ten Chiński Rok Smoka...co wieczór, do późnych godzin nocnych na niebie wciąż rozbłyskują fajerwerki, a ludzie przekrzykują się w tylko Im znanym języku! Kiedy to się skończy?- nie wiem, ale z pewnością zapamiętamy tę datę!