O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

sobota, 24 marca 2012

Bo zupa była za gorąca

W minioną środę w Surii KLCC gościł M.Schumacher i Tata na tę okoliczność wrócił 15 minut wcześniej z pracy, mieliśmy chwilę wcześniej odebrać Brzdące ze żłobka i szybko wskoczyć do metra, które zawiezie nas prosto do kierowcy Formuły 1. Ale po przyjściu do domu okazało się, że...zupa jest za gorąca! Trzeba więc chwilę zaczekać, spokojnie zjeść, potem przedrzeć się w wielkim ruchu przez dwie kilku-pasmowe ulice w celu dotarcia do Juniorowej placówki. Na koniec, a właściwie dopiero początek naszej drogi, utknęliśmy już wszyscy razem na stacji metra w gigantycznej kolejce po bilety (po naszym przybyciu do Kuala Lumpur można było zakupić bilety na metro drogą tradycyjną, tj. przy "okienku" u pani/pana. W trakcie naszego pobytu pojawiły się jednak automaty do zakupu biletów, a same bramki, przez które przechodzi się w drodze na pociąg, lekko zmodyfikowano. Na każdej stacji, na której byliśmy, pojawiła się też jedna bramka dla osób niepełnosprawnych, poruszających się na wózkach). Pech chciał, że jeden automat był zepsuty, więc staliśmy w kolejce i czekaliśmy, i staliśmy i czekaliśmy...a kiedy w końcu udało nam się zakupić bilety i dotrzeć do Surii KLCC, po M.Schumacherze nie było już ani śladu - był za to bolid i jakieś super nowoczesny, extra szybki i maksymalnie drogi samochód, ponadto stoisko z gadżetami z okazji zbliżających się wyścigów F1. I tłum, dziki tłum:) Zobaczyliśmy, co warte było zobaczenia i poszliśmy na późną kawę i ciastko, a Brzdące "pojeździły" na autkach, których w Surii nie brakuje!

Na szczęście Tata wybiera się jutro na wyścig o Grand Prix Malezji, więc będzie miał możliwość zobaczenia Michaela i innych kierowców rajdowych z bliska - no, prawie z bliska;)