Na wstępie zapłaciliśmy po 10RM/os., co prawda chciałam pertraktować, że Brzdące zmęczone, że my tylko na chwileczkę (zgodnie z prawdą, zresztą), ale Tata uznał, że takie są reguły i ochoczo zapłacił za wstęp (niedrogi, zresztą). Później już Mu tak jednak do śmiechu nie było: co prawda kolacja Tacie smakowała (w przeciwieństwie do mnie i Brzdąców...niestety, wszystko było zbyt pikantne i nie mogło mi przejść przez usta, nawet sałata!), ale widok małej ilości imprezowiczów w średnich humorach, których bawiło jedynie przeciąganie liny był lekko zaskakujący:) Wszyscy chcieli pozować do zdjęć z Brzdącami, które resztką sił bawiły się w pokoju zabaw i przecierały oczy ze zmęczenia i zdumienia, kiedy Tata brał udział w przygotowanych grach. Rozmawialiśmy ze znajomymi i obserwowaliśmy otoczenie, składające się z samych obywateli Indii i kilku maid, które najwyraźniej skorzystały z wolnego wieczoru. Niestety, na "wieczorku zapoznawczym" nie było ani Chińczyków, ani Malajów, ani też sąsiadów innych narodowości. Może gdyby byli, byłoby weselej?
| Na pierwszym planie mali sikhowie - jedyne znane nam bliźniaki w Malezji :) |