O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

środa, 21 marca 2012

Wieczorek zapoznawczy

Sobotnią wieczorową porą wybraliśmy się na "wieczorek zapoznawczy", organizowany przez administrację naszego "osiedla". Impreza miała miejsce na parterze budynku, tuż koło pokoju zabaw. Myśleliśmy, że tańcom i zabawie nie będzie końca, plakaty rozwieszone w windach szumnie informowały o sposobie ubrania się na tę okoliczność, o planowanych atrakcjach, a obecność na "wieczorku" zgłosiły prawie wszystkie znane nam hinduskie pary (jako, że poza obywatelami Indii i sąsiadem z Belgii innych mieszkańców osiedla nie znamy. Widujemy co prawda Iranijczyków, garstkę Chińczyków i garsteczkę Malajów, ale poza zdawkowym "hello" w windzie, tudzież odpowiedzią na pytanie: "are they twins, aaah?", nic nas nie łączy). Koniec końców, nasi najlepsi hinduscy znajomi nie dopisali, bo...nie odpowiadało Im malajskie jedzenie;)

Na wstępie zapłaciliśmy po 10RM/os., co prawda chciałam pertraktować, że Brzdące zmęczone, że my tylko na chwileczkę (zgodnie z prawdą, zresztą), ale Tata uznał, że takie są reguły i ochoczo zapłacił za wstęp (niedrogi, zresztą). Później już Mu tak jednak do śmiechu nie było: co prawda kolacja Tacie smakowała (w przeciwieństwie do mnie i Brzdąców...niestety, wszystko było zbyt pikantne i nie mogło mi przejść przez usta, nawet sałata!), ale widok małej ilości imprezowiczów w średnich humorach, których bawiło jedynie przeciąganie liny był lekko zaskakujący:) Wszyscy chcieli pozować do zdjęć z Brzdącami, które resztką sił bawiły się w pokoju zabaw i przecierały oczy ze zmęczenia i zdumienia, kiedy Tata brał udział w przygotowanych grach. Rozmawialiśmy ze znajomymi i obserwowaliśmy otoczenie, składające się z samych obywateli Indii i kilku maid, które najwyraźniej skorzystały z wolnego wieczoru. Niestety, na "wieczorku zapoznawczym" nie było ani Chińczyków, ani Malajów, ani też sąsiadów innych narodowości. Może gdyby byli, byłoby weselej?

Na pierwszym planie mali sikhowie - jedyne znane nam bliźniaki w Malezji :)