Ale od początku. Co wiedziałam o Indiach wcześniej, przed zamieszkaniem w Malezji? Nigdy wcześniej nie byłam w Azji i...spójrzmy prawdzie w oczy: o Indiach wiedziałam tyle, że to potężny kraj, pełen kontrastów, którego mieszkańcy są wyznawcami hinduizmu, mówią językiem hindi, a ich małżeństwa są aranżowane. Wiedziałam, że stolicą Indii jest New Delhi, a kolejnym wielkim miastem Bombaj. Słyszałam o Matce Teresie z Kalkuty, widziałam trzy razy film Slumdog Millionaire, czytałam "Jedz, módl się i kochaj", by następnie obejrzeć ekranizację tej książki. A co wiedziałam o samym hinduiźme?- hmm, święte krowy i kropki na czołach jego wyznawców...Myślę, że wiedziałam tyle, ile wie przeciętny Kowalski. I nie ma w tym nic złego, tyle tylko, że im więcej indyjskich opowieści słucham, im więcej wiem i doświadczam, tym szerzej otwieram oczy i pojąć wszystkiego nie mogę!
Wcześniej wiedziałam, że kiedyś wybierzemy się do Indii, ale pewnie trzeba będzie jeszcze poczekać kilka dobrych lat, aż Brzdące nieco dorosną i podróżowanie z Nimi po tak "egzotycznym" kraju nie będzie tak ekstremalne, jak mogło nam się to wydawać! Teraz wiemy, że odwiedzimy Indie szybciej, niż planowaliśmy :) I już nie możemy się tego doczekać!
| Batu Caves |
Jako, że czas (za)szybko pędzi do przodu, a pamięć jest ulotna, zamierzam zapisywać tutaj te spośród indyjskich opowieści, które najbardziej mnie zaskoczyły, albo po prostu takie, które warto zapamiętać. Cdn.:)