O nas

Moje zdjęcie
Jesteśmy rodzinką z Krakowa, która rok po przyjściu na świat bliźniaków postanowiła zmienić nieco swoje życie (i tak już wywrócone do góry nogami z tytułu narodzenia się dwóch Brzdąców!) i przenieść się na czas jakiś do Azji. Oto blog o Wróbelkowym świecie - codziennym życiu oraz o podróżach małych i dużych...Na przekór stereotypom, że pojawienie się dziecka (dwójki dzieci naraz) oznacza uziemienie i rezygnację z własnych planów, chęci podróży i poznawania świata...Nie chcemy rezygnować z marzeń, co więcej - teraz zamierzamy realizować je razem! *** Wróciliśmy już z Malezji, obecnie mieszkamy na południowym krańcu Polski...I tylko czasem nam tęskno do azjatyckiego życia! I mamy nadzieję, że wkrótce, choć na chwilę, do niego wrócimy:)

środa, 28 marca 2012

W parku pod Petronas Twin Towers

Sobotnie popołudnie spędziliśmy w parku KLCC, gdzie Brzdące użyły kąpieli w basenie. Bardzo Im się podobało, jednak po kilkunastu minutach zaczęliśmy się zbierać do opuszczenia basenu - na niebie zawisły szare chmury, zaczęło grzmieć...zauważyliśmy, że wszystkie dzieci, z wyjątkiem małych Malajów w pośpiechu opuściły basen. Malajowie tymczasem spokojnie kontynuowali zabawę w wodzie. Nie pierwszy raz spotyka nas taka sytuacja, że przestraszeni grzmotami zaczynamy się pakować i uciekać do samochodu/metra, podczas gdy Malajowie niespiesznie kontynuują wykonywanie czynności...Koniec końców burzy nie było (Malaj wie lepiej), a wprost z basenu przenieśliśmy się na najlepszy na świecie plac zabaw - ten pod dwoma wieżami :) Uwielbiamy go, bo nie tylko dzieci mogą się na nim zrelaksować...i jest doskonałym miejscem do obserwacji - pod Petronas Towers zawsze dzieje się coś interesującego!



To co, Brat, zjeżdżamy ;)?!



Wieczorową porą wybraliśmy się z Sąsiadami na wegetariańską, indyjską kolację do Ich ulubionej restauracji i było pysznie! Po powrocie oglądaliśmy bajkowe wesele naszych przyjaciół...no dobra, obejrzeliśmy jedną z dwunastu płyt, które mają ze swojego hucznego, trwającego trzy dni wesela! Takie cuda, taka długość wesela, ilość zaproszonych gości, ilość włożonego złota i kolorów, to chyba tylko w Indiach :) Wczoraj udało nam się obejrzeć kolejne dwie części tych pamiętnych dni...A moim marzeniem jest uczestniczyć kiedyś w indyjskim ślubie, takim totalnie z innej bajki!